Czy warto jechać na narty w marcu?

Chociaż już za oknem możemy podziwiać piękną, wiosenną aurę, a większość z nas ma nadzieję, że śnieg zobaczymy dopiero w grudniu, przychodzę dzisiaj do Was z postem o naszym ostatnim wyjeździe w góry.

W tym roku, pierwszy raz w życiu, wybraliśmy się na narty w marcu. Wielu znajomych i rodzina polecali nam wyjazd w góry właśnie na sam koniec sezonu. Argumentowali to ładniejszą pogodą, mniejszymi kolejkami czy niższymi cenami. Największe obawy miałam związane właśnie z pogodą: Czy na pewno będzie śnieg? Czy będą odpowiednie warunki do jazdy? Czy wszystkie trasy będą otwarte? Skoro mamy przejechać około 1300 km, to warunki muszą być satysfakcjonujące. Obawy miałam do samego końca, czyli do momentu, kiedy wjechaliśmy gondolą na górną stację kolejki. Jednak, kiedy ujrzałam przepiękną zimową scenerię wiedziałam, że wcale niepotrzebnie się martwiłam, a doświadczenia moich znajomych były jak najbardziej słuszne.

Tegoroczną destynacją dla naszego szaleństwa zimowego było, już po raz kolejny, przepiękne miasteczko Alpe di Siusi. Przez cały nasz pobyt, w dolinie była piękna wiosna, a na górze cudowna zima. Przeanalizujmy wszystkie za i przeciw i odpowiedzmy na pytanie: czy warto jechać na narty w marcu?

Jedną z najważniejszych kwestii, którą doceniłam dopiero po kilku dniach wyjazdu, to długość dnia. W marcu dzień jest już dużo dłuższy, niż w styczniu czy lutym. Dzięki temu, jeśli tylko pozwalają nam na to warunki, możemy jeździć nawet 8 do 18. Kolejną zaletą to mniejsze, lub nawet brak kolejek do wyciągów. W marcu większość europejskich krajów jest już po feriach zimowych, a co za tym idzie – mniej na stokach jest rodzin z dziećmi, młodzieży szkolnej i studentów.

Następny aspekt, o którym warto wspomnieć, to pogoda. Decydując się na wyjazd na narty w marcu mamy dużo większą szansę na złapanie promieni słońca i uzupełnienie niedoborów witaminy D. Mam wrażenie, że we Włoszech zawsze jest odrobinę więcej słońca, niż w austriackich Alpach, nie mniej jednak ilość słońca, która nas spotkała w marcu, była absolutnie niespodziana. Do tego stopnia, że wszyscy wróciliśmy ze spalonymi nosami, mimo używania kremów z filtrami.

Ostatnia kwestia, dla mnie najważniejsza, to temperatura i piękna pogoda. Jeśli jesteście zmarźluchami, tak jak ja, to z pewnością docenicie fakt, że jadąc na narty w marcu, nie będziecie cały czas umierać z zimna. Pogoda, przez większość wyjazdu, była na tyle ładna, że, prawie zawsze, przerwy mogliśmy spędzać siedząc na zewnątrz. Jednego dnia termometr w słońcu pokazywał 15 stopni! Jednak pamiętajmy, w górach pogoda jest całkowicie nieprzewidywalna i potrafi zmienić się kilka razy w ciągu jednego dnia.

Jeśli chodzi o minusy, to starałam się je znaleźć trochę na siłę. Wyjazd był genialny, dlatego tak trudno spojrzeć mi na niego krytycznym okiem. Jedyna kwestia, która trochę mnie zdziwiła, to rodzaj śniegu. Brzmi dziwnie, prawda? Śnieg w marcu jest już trochę inny, niż w typowo zimowych miesiącach. Często trzeba dośnieżać armatkami, dlatego jest on trochę sypki. Pod koniec dnia można mieć wrażenie, że jeździ się w takim ciężkim, kopnym śniegu. Jednak nie było tak każdego dnia, a maksymalnie dwa razy. Weźmy pod uwagę, że pod koniec dnia, każdy stok będzie miał gorsze warunki. W szczycie sezonu koniec jeżdżenia może być nawet o 14, kiedy zrobią się muldy i jazda będzie mniej bezpieczna i utrudniona.

Muszę przyznać, że ten jeden wyjazd w marcu, całkowicie odmienił moje spojrzenie na termin wyjazdów na narty. Po kilku dosyć trudnych warunkowo sezonach, byłam zmęczona nartami. Od tego roku planuję wyjazdy na narty wyłącznie wiosną! Zimą możemy natomiast latać w ciepłe kraje 😉

Podobne