Powitanie z Malezją, czyli pierwszy dzień w Kuala Lumpur

Pierwsze dni w stolicy Malezji nie były dla nas zbyt szczęśliwe. Już w drodze z lotniska przywitał nas srogi deszcz i towarzyszył nam również przez prawie cały następny dzień. Podobno o tej porze roku opadów można się spodziewać głównie popołudniu. No cóż.. nie poddaliśmy się i mimo przeciwności losu staraliśmy się wykorzystać te w sumie półtora dnia na maksa. Nie biorąc pod uwagę pogody, czas spędzony w Kuala Lumpur oceniam całkiem nieźle.

Na pierwsze dni w Kuala Lumpur zarezerwowaliśmy sobie super apartament przez Airbnb w wieżowcu The Face. Muszę przyznać, że trochę się tego bałam ale summa summarum wyszło ekstra! Apartament jest piękny i współdzielimy go z innymi gośćmi ALE mamy prywatna łazienkę i basen na 51 pietrze (z cudownym widokiem na Wieże Petronas i wieże telewizyjna). Pokój możecie zarezerwować tutaj a jeśli zarejestrujecie się przez ten link dostanie zniżkę na pierwsza rezerwację a ja tyle samo na kolejna 🙂 Jeśli potrzebujecie większego pokoju i chcecie nocować w tym miejscu możecie je również zarezerwować przez booking.com – klikajcie tutaj.

Pierwszy dzień w Kuala Lumpur to była głównie walka z okropnym zmęczeniem, próba przyzwyczajenia się do wysokiej temperatury i równie wysokiej wilgotności oraz ogarnięcie nowej rzeczywistości. Poza znalezieniem czegoś do jedzenia i zobaczeniu Wież Petronas nie udało nam się nic więcej zrobić.
Drugi dzień był już inny. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Muzeum Narodowego, które wywarło na nas bardzo dobre wrażenie. W czterech salach znajdują się wystawy pokazujące dzieje kontynentu i rozwoju Malezji krok po kroku – od ukształtowania się geologii Malezji aż po dwudziestowieczne wydarzenia polityczne. Muzeum jest nowoczesne, ciekawie wyposażone, a wnikliwe zapoznanie się z opisami poszczególnych wystaw pozwala zbudować sobie fajny światopogląd na temat kraju, którego historia zaczęła się tak naprawdę zaledwie sześćdziesiąt lat temu. Do odwiedzenia muzeum zachęca również cena – zaledwie 5 MYR. Muzeum jest nieduże a jego obejście zajęło nam około godziny. Problematyczną kwestia może wydać się kwestia dostania się do muzeum, ze względu na duża ilość krzyżujących się dróg. My zostaliśmy postawieni w sytuacji prawie bez wyjścia, kiedy utknęliśmy na KL Sentral z powodu dzikiej ulewy. Wtedy pojawił się autobus GO KL,który niedość, że jest darmowy to jeszcze ma Wi-Fi. Autobusy jeżdżą w jedna stronę w kółko. Dwa przystanki z KL sentral i znajdujemy się przed wejściem do muzeum.

Niedaleko Muzeum Narodowego znajduje się bardzo ciekawe i piękne Muzeum Sztuki Islamskiej. Wejście kosztuje 14 MYR dla dorosłych i 7 MYR dla reszty (np. Dzieci ale również dla studentów, czyli dla nas;) warto nosić przy sobie legitymacje. Polska legitka również jest uznawana). W muzeum spędziliśmy około półtorej godziny.

Następnie skierowaliśmy kroki w stronę Meczetu Narodowego. Wejście jest bezpłatne. Kobiety muszą wypożyczyć specjalne stroje okrywające ciało i włosy (bez opłaty) a mężczyźni musza mieć długie spodnie, tshirty są okej.
Na terenie meczetu znajduje się bezpłatne WiFi. Ciekawe po co? 😉

Deszcz zaczyna padać ponownie w momencie wyjścia z meczetu. Już nawet się nie przejmujemy. Nie jesteśmy wkońcu z cukru. Swoje kroki kierujemy do Chinatown, które znajduje się niedaleko. Zaczynamy od stacji Pasar Sani. Kilka minut w chińskiej dzielnicy i przypomina nam się nasz pobyt w Bangkoku. Jest brudno i głośno. Szukamy jakiejś knajpki ale w końcu lądujemy w jednej z garkuchni. Do stołu podano! Specjalność wieczoru to lok loki, czyli rożnego rodzaju kulki nadziane na patyki np. Mięsne, rybne, z tofu itd. Znajdziemy tam również owoce morza czy warzywa. Sprzedawca podaje nam talerz na który możemy odkładać wybrane szaszłyki. Każdy patyk ma kolor odpowiadający jego cenie. Ceny od 1-3,5 MYR za sztukę. My poprosiliśmy o upieczeniu na grillu szaszłyków mięsnych a resztę zabraliśmy do stolika. Kelnerka włączyła nam wbudowany w stolik stalowy garnek z wodą, w którym gotowaliśmy pozostałe kulki i warzywa. Albert chciał sobie zamówić piwo ale jego cena (17 MYR =~17pln) skutecznie go odstraszyła. Malezja to kraj muzułmański dlatego też alkohol jest taki drogi. Zamiast piwa zamówiliśmy świeżo wyciskany sok z arbuza za 5 złoty. Cała kolacja kosztowała nas około 50 MYR, czyli trochę ponad 50zł. Porównując z Tajlandia to jednak sporo więcej no ale może po prostu tak trafiliśmy?

Na stacji Pasar Sani łapiemy ponownie autobus GO KL. Przesiadamy się z fioletowej na zieloną linię i po kilkunastu minutach znajdujemy się obok słynnych Wież Petronas. Widzieliśmy je wprawdzie dzień wcześniej ale dzisiaj idziemy na pokaz fontann pod Wieżami, który odbywa się codziennie od 20:00, co 30 minut.

Intensywny dzień kończymy na basenie obserwujące pięknie oświetlone Wieże Petronas. Już wiemy, że jeden dzień w Kuala Lumpur to zdecydowanie za mało. Na szczęście mamy zaplanowane jeszcze dwa dni na sam koniec pobytu. Tymczasem jedziemy dalej – czas na Singapur!

Podobne