Kärlekshistoria, czyli nasza sesja narzeczeńska w Szwecji

Kärlekshistoria, czyli po szwedzku „love story” dlaczego love i dlaczego po szwedzku? Ponieważ w dzisiejszym wpisie mam dla Was efekty naszej sesji narzeczeńskiej, która odbyła się na początku maja właśnie w Szwecji. Najpierw cztery dni niesamowitej przygody, roadtrip po zachodnim wybrzeżu Szwecji, tysiące zdjęć, setki kilometrów. Potem dobry miesiąc czekania na efekty, nasza wewnętrzna selekcja i oto proszę! Dzisiaj z wielką przyjemnością przedstawiam Wam efekty naszej sesji narzeczeńskiej i została wykonana przez naszego fotografa ślubnego Łukasza Śliwkę. Jego zdjęcia i całe portfolio znajdziecie TUTAJ a na fejsbuku TUTAJ 🙂

A po co nam sesja narzeczeńska?

Jeśli zastanawiacie się czy warto mieć taką sesję odpowiadamy oboje zgodnie – WARTO! Nieważne, czy trwa jeden dzień czy tak jak u nas cztery to świetna okazja, żeby poznać siebie, swojego fotografa ślubnego, zobaczyć jak się czujecie przed aparatem (my czuliśmy się genialnie – Albert niedługo rusza na casting do reklam Hugo Bosa 😉 ) a przede wszystkim to cudowna pamiątka, która zostanie z Wami na zawsze (i ozdobi kilkanaście półek w domach rodziców, dziadków, cioć, wujków, przyjaciół itd. itd 😉

Nie będę się dłużej rozwijać jak genialnie nam się pracowało, ile godzin spędziliśmy w poszczególnych miejscach ani ile kilometrów zrobiliśmy – zdjęcia mówią same za siebie i z tym Was dzisiaj zostawiam!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Wszystkie zdjęcia wykonał nasz fotograf ślubny Łukasz Śliwka

www.dwatak.pl 

Podobne

  • Ekstra wyszła ta sesja! <3