Od Malmö do Fjällbacki- roadtrip po zachodnim wybrzeżu Szwecji

Roadtrip po zachodnim wybrzeżu Szwecji planowałyśmy z moimi koleżankami już od samego początku Erasmusa. Naszym celem była przede wszystkim Fjällbacka, czyli miasteczko znane z kryminałów Camilli Lackberg. Wstyd się przyznać, że nie czytałam jeszcze ani jednej jej książki ale po wizycie w tym słynnym miasteczku muszę koniecznie nadrobić lekturę. Prawdę mówiąc nie umiem sobie wyobrazić jak może być ono tłem dla krwawych kryminałów 😉 Dzisiaj zabieram Was w podróż po zachodnim wybrzeżu Szwecji. Zapinajcie pasy!
Dzień pierwszy zaczęłyśmy od odebrania naszego samochodu, który wzięłyśmy z wypożyczalni Rent a Wreck w Lund. Wypożyczalnia zaproponowała nam bardzo korzystne warunki i dobrą zniżkę weekendową. Wbrew pozorom przewrotna nazwa wcale nie oznacza w jakim stanie są samochody 😉 Na zdjęciu obok macie przykład, że dostałyśmy całkiem niezłe autko. Tylko umiejętności parkowania Anne pozostawiają wiele do życzenia… 😉

Pierwszy przystanek – Zamek Tjolöholm


Z Lund ruszamy w stronę Goteborgu po drodze zatrzymując się dosłownie na chwilę w zamku Tjolöholm. Jest przed południem i zwiedzanie posiadłości nie jest jeszcze możliwe. Nie mamy zbyt dużo czasu więc robimy mały spacer do zamku, który jest uważany za jeden z najoryginalniejszych budowli tego typu w Szwecji. Jednakże, pierwsze zmianki o nim pojawiły się już w XIII w. Na początku należał on do duńskiego księcia Waldemara. W międzyczasie w jego wnętrzach miały przyjemność mieszkać różne, dobrze sytuowane rodziny aż do roku 1892 kiedy został kupiony przez James’a Fredrik’a Blanche Dickson. Posiadłość znajdowała się w opłakanym stanie dlatego też został on na nowo zaprojektowany przez Larsa Isabela Wahlmana i wybudowany na przełomie XIX i XX wieku. Budowa została ukończona w 1904. Obecnie zamek, jak wiele innych zabytkowych posiadłości w Szwecji, jest otwarty dla turystów. Trzeba tylko wiedzieć o której godzinie przyjechać, żeby móc wejść 😉

Drugi przystanek – Goteborg

Göteborg to drugie największe miasto w Szwecji. Nie miałyśmy niestety zbyt dużo czasu w Goteborgu, będzie zatem okazja, żeby wrócić tam jeszcze raz. Zatrzymujemy się tylko na dwie godziny, żeby zrobić spacer po modnej dzielnicy Haga. Dzielnica jest urocza ale pogoda wybitnie nie sprzyja więc zatrzymujemy się na fikę w kawiarni Hussaren, gdzie można zjeść prawdopodobnie największe cynamonki w Szwecji (a przynajmniej w okolicy). Udaje nam się jeszcze zobaczyć Fiskkorka, czyli „rybny kościół” – kiedyś kościół a dzisiaj po prostu targ z rybami. Nie jestem największą fanką takich miejsc ze względów zapachowych więc po zrobieniu kilku zdjęć uciekamy stamtąd do samochodu. Swoją drogą fani rybnych potraw i owoców morza z pewnością „złowili” by tam jakąś dobrą rybkę 😉

Trzeci przystanek – Smögen

Do Smögen docieramy późnym wieczorem, jest po zmroku i nie mamy już możliwości podziwiania przepięknych widoków.
Z sukcesem udaje nam się znaleźć wynajęty przez Airbnb domek. Jest przepiękny! Dwupiętrowy, urządzony w skandynawskim stylu, w pełni wyposażony. Korzystamy wprawdzie tylko z jego dolnej części, na górze możemy korzystać tylko z kuchni. Nie jest ona tak wypasiona jak góra, która jest dopieszczona pod każdym względem, ale spełnia wszystkie podstawowe potrzeby. Zachęcam Was serdecznie do korzystania z Airbnb. Klikajcie tutaj a dostaniecie zniżkę na pierwszą rezerwację 🙂
Rano wstajemy wcześnie i jedziemy do Smögen. Miasteczko o tej porze roku sprawia wrażenie kompletnie zapomnianego. W okresie wakacyjnym jest to jedno z najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych w Szwecji. Widoki są wspaniałe a miejscowość, nawet w wersji „opuszczonej” ma niesamowity klimat. Szukamy z dziewczynami jakiegoś punktu widokowego i po krótkiej wspinaczce ukazuje nam się Smögen w pełnej krasie.

Czwarty przystanek – Fjällbacka

Miasteczko znane wszystkim fanom kryminałów Camilli Lackberg od początku było naszym celem. Nie znalazło się więc na trasie przypadkowo. Osobiście nie jestem największą fanką szwedzkiej pisarki (może muszę zrobić jeszcze jedno podejście 😉 ale Fjällbackę koniecznie chciałam zobaczyć. Miasteczko jest piękne i podobnie jak Smögen, jesienią jest praktycznie puste. Kiedy docieramy tam przedpołudnie jeszcze żadna restauracja ani kawiarnia nie jest otwarta. Robimy więc mały spacer po okolicy. Wspinamy się na Królewski Klif, z którego rozciąga się oczywiście oszałamiają widok.
Na sam koniec idziemy do knajpki na fikę, która zmienia się w lunch i w taki miły sposób kończymy nasz pobyt we Fjällbace. Spędziłyśmy w miasteczku około półtorej godziny ponieważ poza spacerami i małą wspinaczką niestety nie było nic innego do robienia. Miasto jest piękne ale myślę, że jak w przypadku Smögen warto wybrać się tam latem, w poszukiwaniu większych atrakcji.

Piąty przystanek – Ladonia

Trzeci i ostatni dzień naszego roadtripu to droga w stronę Lund/Malmö i przystanek w Kullaberg w celu odwiedzenia mikronacji Ladonia. Kompletnie nie mogłam sobie tego miejsca wyobrazić. Ladonia to mikronacja położona na półwyspie Kullahalvon.
Lars Vilks w 1980 roku wybudał na tych terenach drewnianą konstrukcję wież. Wszystko nielegalnie, bez jakiegokolwiek pozwolenie ze strony Szwedzkich władz, które o istnieniu konstrukcji dowiedziały się dwa lata później. Villks nie dość, że zbudował wieże bez pozwolenia to jeszcze na terenie rezerwatu! Władze domagały się wprawdzie rozebrania konstrukcji, próbowano również zniszczyć dzieło w różnoraki sposób. Co więcej, Lars Villks ogłosił niepodległość Ladonii a kraj wypowiedział wojnę Szwecji, USA i kilku innym państwom kiedy to władze szwedzkie zabrały jedną z wież do sztokholmskiego muzeum. Brzmi absurdalnie, prawda? Do dzisiaj na szczęście nie zostały podjęte żadne militarne kroki. Ladonia działa prężnie w społeczności internetowej, ma flagę, parlament i nawet królową! Co więcej jeśli marzy się komuś tytuł szlachecki to właśnie będąc obywatelem tej mikronacji można taki tytuł uzyskać. Dla mnie brzmi to wszystko kompletnie abstrakcyjnie i absurdalnie ale miejsce jest mega fajne i zdecydowanie warto tam się zatrzymać.
Planowałyśmy z dziewczynami jeszcze jeden roadtrip, tym razem po wschodnim wybrzeżu. Niestety, czas szybko leci i szwedzka przygoda dziewczyn dobiegła końca po pierwszym semestrze kiedy to skończył się ich Erasmus. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się wybrać. Może z Albertem? Podróżowanie samochodem po Szwecji to najlepszy pomysł. Kolej jest dosyć droga i wiadomo, zatrzymuje się tam gdzie chce a nie gdzie nam pasuje 😉 Poza tym jazda samochodem w Szwecji to sama przyjemność. Początkowo myślałam, że dostanę wścieku od tak wolnej jazdy ale nagle okazało się, że jazda w ustalonych normach to sama przyjemność. Ani razu nie czułam się „zagrożona” na drodze, zero pressingu 🙂 To co? Kiedy wybieracie się na jakiś szwedzki roadtrip?

Wpis powstał we współpracy z Rent a Wreck i Lund

Podobne

  • Road trip zawsze najlepszy. Fakt faktem nigdy nie myślałam o Szwecji w tej perspektywie (bardziej o Norwegii), ale dla osób lubiących północne klimaty to na pewno ciekawa propozycja 🙂

  • Sebastian Wójcik

    Prawdę mówiąc, chciałbym też poczytać więcej o waszych przygodach (przecież miałyście ich na pewno trochę) 🙂

  • roadtripy są super! Z tego Twojego chyba Ladonia jest najciekawsza 🙂 mieliśmy pomysł jechać do Europy Północnej na roadtrip, ale ostatecznie wygrała opcja Pribałtyka-Rosja-Ukraina-Rumunia 🙂

  • Ta historia z Ladonią jest niesamowita! Uwielbiam takie ciekawostki ♥ Kto wie, może niedługo uda się wyskoczyć na podobną przejażdżkę? Zwłaszcza, że z Gdyni mam bezpośredni prom do Szwecji… czuję sie skuszona! :)))

  • Fajny pomysł na roadtrip 🙂 Najbardziej zaciekawiła mnie historia Ladonii – aż wygooglałam sobie ich stronę w internecie. 🙂