Jambo Kenia! Relacja z wyjazdu.

Kenia to kolejny kraj z mojej dosyć długiej listy marzeń, który udało mi się odwiedzić. Nie wiem co dokładnie ciągnęło mnie od zawsze do tego miejsca. Czy były to przepiękne, białe plaże czy perspektywa wielogodzinnego jeżdżenia po sawannie w poszukiwaniu zwierząt. Kenia już od dłuższego czasu krążyła mi z tylu głowy i pewnego pięknego dnia zdecydowałam, że trzeba to marzenie zrealizować.

Wybrałam się do Kenii z moją przyjaciółką Agnieszką. Nasz wyjazd rozpoczął się od lotu na trasie Katowice – Mombasa. Leciałyśmy w biurem podróży i lot był czarterowy. Niestety rozczarował nas bardzo. Samolot nie różnił się zbytnio od samolotów w tanich liniach lotniczych. Miejsca na nogi było mniej więcej tyle co w Ryanairze, a długie nogi Agnieszki zostały prawie zmiażdżone dzięki uprzejmości Pani siedzącej przed nami. Nie narzekam bezpodstawnie – lot trwa około dziewięciu godzin więc każdy centymetr ma tutaj znaczenie.

Po przylocie do Mombasy następuje standardowa procedura. Kolejka do kontroli paszportowej oraz otrzymanie wizy. Koszt wizy to $50. Jest to wiza na pojedynczy wjazd. Nie ma potrzeby wyrabiania jej wcześniej.

Z racji tego, że zdecydowałyśmy się z Agnieszką na objazdówkę, hotel został nam przyznany przez biuro. Gdzie spędzimy najbliższe dni dowiadujemy się dopiero na lotnisku. Jedziemy do hotelu Reef na północy Mombasy. Nie jest to hotel, który wybrałybyśmy same jadąc na eleganckie wakacje. Jednak pokój i okolica nie przedstawiały się najgorzej. Jedzenie dość słabe ale i tak odżywiałyśmy się głównie owocami (które w Kenii są przepyszne!) Hotel nie był tutaj istotny, ponieważ spędziłyśmy w nim tylko pierwszy dzień po przylocie.

Drugiego dnia ruszamy na safari!

Wyprawę na safari zaczynamy już o 6:30 rano. Poznajemy naszego przewodnika George’a, który kiedyś studiował w Polsce, więc doskonale mówi w naszym ojczystym języku. Jest to o istotne ponieważ w naszej grupie są osoby, które nie mówią po angielsku. Grupa na safari liczyła sześć osób plus przewodnik oraz kierowca.

Nasz pierwszy przystanek to Park Narodowy Tsavo, który jest podzielony na dwa osobne parki: Tsavo East i Tsavo West. Powierzchnia parku to 22,000 km2, co czyni go największym parkiem w Kenii. Tak na marginesie, swoją powierzchnią bije na głowę powierzchnię niejednego całego kraju np. Izraela.

W Parku możemy doświadczyć spotkania z „Wielką Piątką Afryki” do której zaliczamy: słonia afrykańskiego, nosorożca, lamparta, lwa oraz bawoła. Tsavo słynie z olbrzymiej ilości słoni, które jak reszta zwierząt, są w Kenii pod ochroną. Nie jest wcale tak łatwo spotkać pozostałe zwierzęta. Nam się udało jednak zobaczyć wszystkie poza nosorożcem, który w Tsavo występuje zaledwie w ilości ośmiu sztuk!

IMG_8301

W Tsavo spędzamy dwa pełne dni, a na nocleg zatrzymujemy się w niezwykłym miejscu – Sentrim Hotels & Lodge. Nasze małe domki wyglądały trochę jak namioty. Ich podstawa jest murowana ale ściany i okna są zrobione z materiału i siatki. Wszystkie odgłosy sawanny wpadają zatem bezpośrednio do naszego mieszkanka. Prąd i woda dostępne są tylko w określonych godzinach – więc trzeba szybko ładować telefony, aparaty i kamerki! Oczywiście nie ma WiFi – w końcu jesteśmy w buszu. Takie kilkudniowe oderwanie się od rzeczywistości jest iście kojące dla myśli. Zwieńczeniem pobytu w tym miejscu jest poranna kawa w towarzystwie słoni, które spędzają poranek przy wodopoju.

IMG_8201

Z Tsavo przejeżdżamy do Taita Hills. Jest to rezerwat przyrody, który łączy Parki Tsavo. Krajobraz zmienia się bardzo po wjeździe do Taita. Jest bardziej surowy, mniej roślinności i niestety mniej zwierząt. Jednak to właśnie w tym miejscu aż dwukrotnie udaje nam się spotkać rodzinę lwów. Za pierwszym razem wytropiliśmy je podczas nocnego safari! Będąc na safari zdecydowanie warto się na nie wybrać. Napięcie i adrenalina rośnie kiedy przemierzamy sawannę naszym małym busikiem w nocy. Gdyby nie potężna lampa i strażnik parku pewnie nic nie udało by nam się zobaczyć. Do tego wszystkiego, w nocy wszystkie zmysły są podwójnie wyczulone. Zaostrza się nasz węch i słuch – sawanna jeszcze nigdy nie była tak intensywna. A najpiękniejszy widok, który udaje nam się podziwiać to niezwykle gwieździste niebo. Niestety nie miałam aparatu, który w pełni oddałby piękno gwiazd unoszących się nad sawanną więc ten obraz pozostanie już tylko w mojej głowie. Dla niego, jestem gotowa wrócić na sawannę choćby zaraz.

W Taita zatrzymujemy się w niezwykłym miejscu. Sarova Saltlick Lodge, czyli domki na palach to nasz ostatni nocleg. Widoki są iście genialne, a na dodatek przy samej lodgy znajduje się wodopój dla zwierząt.

Safari to moja ulubiona część naszego wyjazdu do Kenii. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś tak dzikiego. Szczególnie podobał mi się nocleg w „namiotach” kiedy to przez pół nocy myślałyśmy, że to słonie ryczą nam pod domkiem, a okazały się to lwy! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz wrócę do Kenii i odkryję sawannę na nowo.

IMG_8538

Po safari wróciłyśmy do naszego hotelu na wybrzeżu, gdzie spędziłyśmy ostatnie dwa dni. O mniej dzikich aspektach naszego wyjazdu, czyli jak wybrałam się do Mombasy, a Agnieszka spaliła się na plaży opowiem w kolejnych wpisach!

IMG_8723

Podobne

  • Urocze miejsce!

  • Kamila Pawlak

    Poproszę więcej zwierzaczków!
    Piękne zdjęcia!