Staż w Brukseli – historia możliwa

Kiedy moja przyjaciółka Ada dostała staż w Parlamencie Europejskim byłam jedną z pierwszych osób, które o tym poinformowała – jak sama stwierdziła „wiedziałam, że się z tego ucieszysz tak samo jak ja!”. Nie dość, że się ucieszyłam to od razu po naszej rozmowie zaczęłam szukać biletów lotniczych do Brukseli. Kupiłam je na długo przed tym jak Ada kupiła swój. Chciałabym Was dzisiaj zaprosić na drugi odcinek z serii poświęconej inspirującym ludziom i ich historiom. Poznajcie historię mojej przyjaciółki Ady Babeckiej, która przez dwa miesiące mieszkała i pracowała w Brukseli.

W Brukseli spędziłaś dwa miesiące – jak wspominasz ten czas?

Przede wszystkim nigdy wcześniej dwa miesiące nie minęły tak szybko, można to chyba porównać tylko z wakacjami, ledwo skończyła się szkoła, a tu już nadchodził wrzesień. Ja spędziłam w Brukseli akurat wrzesień i październik 2014 roku. Patrząc na ten wyjazd z perspektywy czasu widzę, że byłam wtedy trochę na rozdrożu. Nie wiedziałam za bardzo czego chcę od życia, co chcę dalej robić. A jeżeli ktoś szuka odpowiedzi na te filozoficzne pytania to chyba lepiej próbować nowych rzeczy, sprawdzać co nas interesuje, niż spędzić ten czas na kanapie. Mój pobyt w Belgii był intensywny, ciekawy, to była masa nowych doświadczeń.

Czym zajmowałaś się na co dzień? 

Byłam stażystką u europosła Tadeusza Zwiefki w jego biurze w Parlamencie Europejskim. Każdy dzień wyglądał trochę inaczej. Poza stałymi obowiązkami, jak prowadzenie korespondencji, codzienna praca w biurze, cały czas stawałam przed nowymi zadaniami. A to akurat zbierała się grupa polityczna, czy komisja parlamentarna, a to pojawił się nowy projekt dyrektywy na temat której należało zebrać materiały. Czasem przyjeżdżały grupy z regionu, które zwiedziały Parlament i chciały jak najwięcej dowiedzieć się o funkcjonowaniu instytucji europejskich. Niemal codziennie odbywały się ciekawe konferencje poświęcone przeróżnym dziedzinom, na których występowali eksperci z całego świata. Nie dało się niestety być wszędzie, ale starałam się zobaczyć, usłyszeć, dowiedzieć się jak najwięcej. Byłam w Brukseli akurat kiedy „przesłuchiwano” Elżbietę Bieńkowską i zapadały decyzje, czy zostanie komisarzem, z zaciekawieniem przysłuchiwałam się temu co ma do powiedzenia. W każdym miesiącu następuje też taki moment, kiedy poseł i jego asystenci, w tym przypadku asystentki, wyjeżdżają na tydzień do Strasburga, zostawałam wtedy w biurze sama, to była duża odpowiedzialność.

12207723_958064334235345_169299895_n

Co poradziłabyś osobom chcącym wyjechać na taki staż? 

Nie bójcie się czy dacie radę, aplikujcie 😉 Wyjazd na staż nie musi, ale może, być początkiem waszej kariery w Brukseli. To bardzo ciekawa praca w międzynarodowym środowisku. Ja akurat nie zdecyduję się na pracę w Parlamencie. Dopiero jakiś czas po powrocie do Polski odkryłam dziedzinę która zafascynowała mnie na dobre i już wiem jak ma wyglądać moje zawodowe życie. Zdecydowanie nie żałuję jednak, że wyjechałam. Chyba największą korzyścią z takiego stażu jest fakt, że nabiera się pewności siebie i wiary w swoje możliwości. Wyjeżdżając na dwa miesiące do obcego kraju człowiek zastanawia się czy sobie poradzi, jak się tam odnajdzie. Kiedy już wracasz to czujesz dumę z tego że dałaś radę i masz poczucie, że jak czegoś chcesz to dopniesz swego, trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok. W tym przypadku tym pierwszym krokiem powinno być znalezienie strony internetowej europosła z waszego regionu i wysłanie swojego cv na podany adres mailowy. To nic trudnego. Często odbywają się też konkursy, w których nagrodą jest właśnie taki staż. Sama jestem prezesem koła naukowego „Studencka Akademia Prawa” działającego na UMK w Toruniu. Zorganizowaliśmy wspólnie konkurs z nagrodą w postaci stażu, czyli jak widać po powrocie wciąż współpracuję z Panem posłem Zwiefką. Mam też pomysły na kolejne wspólne inicjatywy. Warto jeszcze zaznaczyć, że taki staż jest płatny i ta kwota w zupełności wystarczy by tam dolecieć, mieszkać, żyć. Nie trzeba więc nic dokładać z własnej kieszeni.

Jak spędzałaś czas wolny?

Muszę przyznać, że w tygodniu nie miałam zbyt wiele czasu wolnego. Nigdy do końca nie wiesz o której wyjdziesz z Parlamentu, bo każdy dzień jest inny. Piątek jest już nieco luźniejszym dniem, więc w czwartki, prosto z Parlamentu wszyscy wychodzą na Plac Luksemburski znajdujący się tuż przed budynkiem. Dookoła są różne bary i restauracje, każda z ogródkiem. Panowie w garniturach i elegancko ubrane kobiety spotykają się tu by porozmawiać, napić się wina, piwa, coś zjeść. Tu atmosfera jest już bardzo luźna, to już praktycznie początek weekendu. A tak poza tym to Belgowie dużo biegają i jeżdżą na rowerach. Sporo czasu też spędzają w niedużych, ale bardzo pięknych miejskich parkach. Warto zaznaczyć, że w Belgii można pić alkohol w miejscach publicznych, a że piwa mają wyborne, to nie ma nic przyjemniejszego niż usiąść przy dobrym piwie w jeszcze lepszym towarzystwie w słoneczny dzień.

Co trzeba zjeść w Belgii?

Belgia to królestwo frytek i gofrów. Niektórzy dodają do tego jeszcze mule, ale ja akurat za nimi nie przepadam. Co do gofrów to smakują zupełnie inaczej niż te, które my przyrządzamy. Ciasto na nie jest gęste, mocno drożdżowe z przyjemnie chrupiącym w zębach gruboziarnistym cukrem. Ich cena zaczyna się od 1 euro, można je kupić z przeróżnymi polewami, owocami, mi najbardziej smakują bez dodatków. Natomiast frytki to kolejna rozkosz dla podniebienia. Też inne od naszych, grubsze, bardziej chrupiące. Obowiązkowo z sosem, których też do wyboru cała masa, ciekawe smaki które mi utkwiły w pamięci to sos brazylijski – mocno ananasowy, paprykowy sos andaluzyjski i curryketchup. Dla zwolenników klasyki frytki z majonezem. Najlepsze podają w starej, niepozornie wyglądającej budce na placu Jourdan, poznacie ją po długiej kolejce o każdej porze. Wreszcie, to co prawda nie jest potrawa, ale przypomnę, w Belgii mają pyszne piwo.

Jakie są Twoje ulubione miejsca w Brukseli?

Mieszkałam w bardzo pięknej dzielnicy, przy rondzie Montgomery. Mieści się tam m.in. wiele ambasad, w tym Polska. To urokliwe uliczki po których lubiłam spacerować, znajdziemy tu okazałe, stare i świetnie utrzymane budynki,  a okolicę wieńczy Łuk Triumfalny znajdujący się w Parku Pięćdziesięciolecia.Ciekawa trasa turystyczna, którą pokonałam wiele razy, zaczyna się przy Pałacu Sprawiedliwości – zbudowany został w XIX w., wciąż ma tam swoją siedzibę sąd. Dalej idziemy w kierunku Zamku Królewskiego, następnie obieramy kurs na imponującą katedrę Św. Michała, a stąd już blisko na  Grand-Place, czyli centrum Starego Miasta. Po drodze oczywiście warto rozglądać się uważnie na boki i nieśpiesznie spacerować. W ten sposób nic co w Brukseli zobaczyć warto i trzeba zobaczyć nam nie umknie.

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas Twojego pobytu w Belgii?

Wszyscy mi mówili: „Przygotuj się na to, że w Belgii ciągle pada jesienią!”. A tymczasem pogoda była piękna, prawie cały czas słonecznie i bardzo ciepło. Chociaż mając w pamięci te słowa zawsze nosiłam w torebce parasolkę. Oczywiście jak raz nie wzięłam to akurat padało, ale coś takiego przydarza się chyba każdemu. Zaskoczyły mnie też korki. W porównaniu do innych stolic europejskich Bruksela nie jest duża. Tymczasem ostatnio słyszałam i zupełnie się z tym zgadzam, że to najbardziej zakorkowane miasto w kontynentalnej Europie (Londynu nie brano pod uwagę w tym zestawieniu). Żeby być punktualnym trzeba mieć bardzo duży zapas czasu, a i to niestety czasem nie było wystarczające. Z takich pozytywnych zaskoczeń warto też wspomnieć o ogromnej życzliwości z jaką się tam spotkałam. Przede wszystkim w biurze, Monika i Edyta, asystentki Pana posła, były dla mnie bardzo cierpliwe i zawsze pomocne. Zresztą na każdym kroku stykałam się z uśmiechem i otwartością ludzi. I co jeszcze bardzo ciekawe, panuje taka opinia, że tam w Brukseli to oni nic nie robią. To mit, w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. Są wręcz tacy, którzy nie wychodzą z pracy. Chyba dla nich w parlamencie powstała siłownia, fryzjer, a w piwnicach mieści się market popularnej sieci.

12242241_958064254235353_1859221642_n

Czy odwiedziłaś jeszcze jakieś inne miejsca ?

Kiedy w Brukseli odwiedziła mnie moja przyjaciółka wraz z inną poznaną na miejscu koleżanką pojechałyśmy do Paryża na jednodniową wycieczkę. To była szalona podróż. Wyjechałyśmy o 2 w nocy autokarem megabus, po 15 euro za osobę. Na miejscu byłyśmy o 6 rano, było jeszcze zupełnie ciemno. Wybrałyśmy się od razu pod wieżę Eiffla by tam powitać wschód słońca, robił niesamowite wrażenie. Potem przez cały dzień jak szalone podróżowałyśmy po całym mieście uzbrojone tylko w mapę. Zobaczyłyśmy niemal wszystko co jest na turystycznych top listach i stwierdziłyśmy, że Paryż wart jest tego by odwiedzić go jeszcze kiedyś na dłużej. Wracałyśmy tego samego dnia o 22.00, znów autokarem. Pomiędzy Brukselą a Paryżem kursują zdecydowanie szybsze i bardziej komfortowe pociągi, ale jeżeli ktoś decyduje się na taką podróż w ostatniej chwili, tak jak my, to cena może trochę odstraszać.

12226515_958064620901983_68501509_n

Podobne