Na wyspę Phuket już nie wrócimy

Phuket to największa i jedna z najczęściej odwiedzanych wysp w Tajlandii. Jest to również świetna baza wypadowa na wyspy Ko Phi Phi (chociaż nie jedyna) dlatego nie mogliśmy jej sobie odpuścić na trasie. Niestety, było to nasze największe (i chyba jedyne) rozczarowanie podczas całego wyjazdu. Wprawdzie słyszałam przed wyjazdem, że to turystyczny moloch i że jest mnóstwo innych piękniejszych, mniejszych wysp to nie dałam się przekonać i postawiłam na swoim. Jedziemy na wyspę Phuket, a konkretnie do miasteczka Patong!

Jak wspominałam w poprzednim wpisie, nie udało nam się uzyskać rzetelnych informacji na temat podróży na trasie Pattaya-Phuket. Od znajomych blogerów słyszałam, że takie połączenie istnieje ale bałam się zaryzykować – mieliśmy zbyt mało czasu na popełnienie błędu. Szczególnie, że na Phuket przeznaczyliśmy zaledwie trzy dni. Summa summarum, zdecydowaliśmy się na przelot tanimi liniami Air Asia. Z pomocą przyszedł mój brat, który kupił nam je z Polski i przesłał na maila. Kupowanie biletów przez telefon to nie najlepszy pomysł. Wszystko jednak udało się i bilety pomimo iż kupione w ostatniej chwili nie zrujnowały naszego budżetu. Koszt ok. 150zł. Wracając do połączenia autobusowego Pattaya-Phuket to jednak takie połączenie istnieje ponieważ na dworcu autobusowym w Phuket City widzieliśmy autobus który przemierza taką właśnie trasę – taka tam informacja dla potomnych. Kiedy wysiedliśmy rano na lotnisku w Phuket nie słyszymy praktycznie nic poza „PI PI PI PI PI” – chodzi oczywiście o słynne wyspy Phi Phi ale o tym później. Udaje nam się szczęśliwie znaleźć minibusa do Patong (za chyba 18zł/os). Jednak już w trakcie jazdy zaczyna się ulewny deszcz. Nasz kierowca postanowił nas na dodatek wysadzić na środku ulicy skąd mieliśmy jeszcze spory kawał do naszego hotelu (żeby była jasność – cały czas leje deszcz), a na domiar tego zostajemy zmuszeni wziąć tuk tuka (za bodajże 20zł.) Kiedy docieramy do hotelu pojawia się pierwszy pozytywny aspekt tego dnia, a w zasadzie dwa. Pierwszy: możemy się zameldować wcześniej (5h wcześniej – co robi dość sporą różnicę), drugi: nasz pokój za 20zł/os jest przecudny!

Kiedy wreszcie przestaje padać ruszamy na spacer. Naszym celem jest znalezienie wspaniałej wycieczki na wyspy Ko Phi Phi. Dwie wyspy: mniejsza Phi Phi Leah i większa Phi Phi Don to wyspy, które leżą w prowincji Krabi, a dotarcie z Phuket zajmuje około 45-60 minut.Mamy dwie opcje: wielki statek na ok. 500 osób za ok 80zł i szybką łódź za 130zl (w sezonie cena wynosi 350 – kolejny plus wyjazdu poza sezonem i targowania się). Wybieramy opcję nr 2 ponieważ jest szybciej, ciekawej i w zdecydowanie mniejszym gronie! Na naszej łódce jest ok. trzydziestu osób. W cenę wchodzi transport z/na przystań, krótki pobyt w zatoce Maya Bay, snorkling, obiad, a także postój na malutkiej wysepce. Ruszamy następnego dnia rano.

Pierwszy przystanek: Maya Bay.
Absolutnie przepiękna zatoka otoczona z trzech stron stumetrowymi klifami. Miejsce akcji filmu „Niebiańska Plaża” z boskim Leo di Caprio i dzięki temu najsłynniejsza plaża Tajlandii. Widoki widzicie poniżej:

i uda Wam się je podziwiać jeśli przepchniecie się przez dziki tłum turystów:

Kolejny  przystanek: Monkey Beach, 
Znowu tłum ludzi, a w dodatku koszmarny brud. Wszędzie leżą śmieci, a biegające wszędzie małpki są troszkę przerażające. Kto oglądał film Planeta Małp, wie o co chodzi… 

Kolejny przystanek: jakiś bliżej nieokreślony punkt na snorkling
W tym momencie żałujemy, że nie znaleźliśmy miejsca w naszych plecakach na sprzęt do snorklingu. Chociaż trudno to było przewidzieć ponieważ ja nigdy nie byłam wielbicielką takich rozrywek – raz się zraziłam i więcej nie miałam ochoty. Tym razem Albert mnie namówił i to była jedna z najlepszych moich decyzji. 

Następny przystanek: Phi Phi Don, 
czyli największa wyspa Phi Phi. Jako jedyna jest na stałe zamieszkiwana. Na tej wyspie mieliśmy krótki przystanek. Jednak przez charakter wycieczki nie udało nam się zbyt dużo zobaczyć, a w zasadzie tylko jedną plażę.

Ostatni przystanek: wyspa Kai Nok. 
Na takiej właśnie wyspie marzyliśmy, żeby się znaleźć. Wyspa była tak mała, że spokojnie moglibyśmy ją obejść w kilku minut. Tutaj mieliśmy jednak niestety zaledwie półtorej godziny. Taki właśnie urok wycieczek zorganizowanych.

 

Podsumowując: wybranie wycieczki zorganizowanej mając tak mało czasu na wyspy Koh Phi Phi to był strzał w dziesiątkę. Pomimo tego, iż przez cały dzień byliśmy „na gwizdek” (dosłownie!) naszego przewodnika, to jednak dzięki tej formie zobaczyliśmy wiele przepięknych miejsc. Mieliśmy zbyt mało czasu, żeby szukać i organizować transport w poszczególne miejsca na własną rękę. 
Wracając jednak do Phuket, przez popełnienie kilku niezbyt trafnych wyborów zraziliśmy się do tego miejsca. Jedyną rzeczą, która zrobiła na nas dobre wrażenie był targ w miasteczku Patong. Wybór jedzenia, atmosfera i przemili ludzie to właśnie to! 

Poza tym Patong w żaden sposób nas nie zaskoczyło. Jednak myślę, że to jedno z tych miejsc do których ludzie i tak będą przyjeżdżać, aby się zabawić. 

Podobne

  • Czyli krótko mówiąc, Phuket można potraktować jako punkt przesiadkowy na Koh Phi Phi 😉

  • Chyba tak chociaż nie chcę jednoznacznie tak mówić ponieważ za krótko tam byliśmy. Podobno Krabi jest piękniejsze (mniej zatłoczone) a stamtąd też jest świetny dojazd na Phi Phi 🙂

  • Zgadzam się, mnie miejsce jakoś szczególnie nie zachwyciło. Jednakże to właśnie w Patong miałem najlepszy tajski masaż do tej pory. Może właśnie dlatego warto tam pojechać jeszcze raz. (-:,

  • Anonimowy

    Wspaniały wpis! :)) Czekam na więcej takich – napisanych z taką lekkością, że chciałoby się czytać więcej i więcej, no i opatrzonych w równie przepiękne zdjęcia co tutaj :))

  • Wszystko prezentuje się przepięknie, ale te tłumy turystów nie zachęcają… zazwyczaj omijam takie miejsca, a ješli już się w nich znajdę, to uciekam czym prędzej

  • O Maya Bay już słyszałam ale Wy zachwyciliście mnie Kai Nok. Powiem Wam, że ja lubię też wpadać gdzieś na chwilę – właśnie po to żeby wiedzieć gdzie powrócić.