Krótka historia o tym jak trafiliśmy na bezludną wyspę

Dzisiaj opowiem Wam krótką historię o tym jak trafiliśmy na bezludną wyspę. Scenariusz był bardzo prosty: Albert ma urodziny we wrześniu, a w tym roku mieliśmy je świętować właśnie w Tajlandii. 

Wiedziałam, że na zabranie jakiegoś konkretnego prezentu nie będę mieć miejsca więc postanowiłam, że musi być to prezent zrealizowany na miejscu. Tylko pytanie jaki? Po wielu dniach przeglądania różnych hoteli na booking.com znalazłam idealny nocleg. Super hotel na wyspie Ko Chang i to w bardzo dobrej cenie. Nie zastanawiając się dłużej zarezerwowałam. Ten brak zastanowienia sprawił, że na wyspie spędziliśmy de facto 1,5 dnia. Jednak ten krótki czas wystarczył abyśmy zakochali się w niej bez pamięci. Już wiemy gdzie na pewno wrócimy 🙂

Wyspa jest położona na wschodzie kraju, około sześć godzin od Bangkoku! Od pierwszego wejrzenia zachwyca nas jej zieloność, górzystość i dzikość, a także co najważniejsze: cisza, spokój i PUSTKA. Tak tak, pustka. Na wyspie jesteśmy poza sezonem i nie ma tam prawie nikogo! (Ciekawe jak jest w sezonie 🙂 W naszym hotelu naliczyliśmy całe dwie pary. I choć przyszło nam spędzić tak krótki czas tutaj, i tak jesteśmy zachwyceni. 
Przed naszym wyjazdem do Tajlandii byłam iście przerażona podróżowaniem po kraju o którym prawie nic nie wiem. Jednak… nie było się czego bać. Dojazd na wyspę jest banalnie prosty! Będąc jeszcze w Bangkoku kupujemy w jednym z biur podróży bilety autobusowe (takie biura znajdują się np. pomiędzy ulicami Khao San a Rambutti). Koszt 400 bahtów, czyli ok 40zł w jedną stronę. Kupujemy tylko w jedną stronę ponieważ nasz początkowy plan przewidywał, że z Ko Chang pojedziemy do Pattayi skąd udamy się autobusem do Phuket. Nie udało nam się to niestety ponieważ nigdzie nie mogliśmy uzyskać rzetelnej informacji na temat wspomnianego połączenia. Zdecydowaliśmy się wrócić do Bangkoku i polecieć do Phuket samolotem (o tym w następnym wpisie). Podróż na wyspę trwa ok. 6 godzin. W cenę biletu wchodzi przejazd klimatyzowanym autobusem i przepłynięcie promem. Przed wejściem na prom kupujemy bilety na powrót za 350 bahtów i tutaj zaskoczenie ponieważ w Bangkoku za tę trasę chcieli od nas 500 bahtów. 15 zł zaoszczędzone, czyli jakieś trzy obiady – szaleństwo 🙂 Kiedy przypływamy na wyspę czekają na nas różne taksówko-podobne pojazdy. Za 100 bahtów (10zł) od osoby docieramy do naszego hotelu! Meldujemy się, zrzucamy z ramion nasze ciężkie plecaki – czas na relaks! 

Następnego dnia rano leniwie wstajemy na hotelowe śniadanie. Trochę luksusu nikomu nie zaszkodzi. Decydujemy się wynająć skuter ponieważ do przepięknej plaży Lonely Beach mamy spory kawałek, a chcielibyśmy jeszcze trochę pojeździć po wyspie. O ile czas nam pozwoli! Ta przyjemność kosztuje nas zaledwie 26 zł na cały dzień z paliwem. Można to oczywiście było zrobić taniej ale nie chcemy się bawić w zostawianie naszych paszportów w wypożyczalni, szukaniu najtańszej opcji – cena, która oferują nam w hotelu w dalszym ciągu jest satysfakcjonująca. Przemieszczanie się skuterem po wyspie, pomimo iż w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny, to strzał w dziesiątkę! 

Cały dzień spędzamy na przepięknej, piaszczystej plaży Lonely Beach, na której poza nami jest całe jedenaście innych osób. Zdjęcia, które zrobiłam idealnie obrazują „o co chodzi z pogodą w Tajlandii”. Szczególnie na trzecim zdjęciu widać, że pogoda jest pozornie nie najlepsza. Nic bardziej mylnego – na zewnątrz cały czas było ok 30 stopni, a woda w morzu jest tak ciepła, że Albert nie wychodzi z niej przez kilka dobrych godzin. Mnie osobiście taka pogoda odpowiadała ponieważ niezbyt lubię się opalać. To jednak nie znaczy, że się nie opaliłam – pomimo zachmurzenia wróciliśmy oboje z całkiem ładną opalenizną. Zresztą zobaczcie sami:

 

Wyspa Ko Chang, choć na początku nie byliśmy do niej przekonani, okazała się najwspanialszym miejscem na naszej trasie. Żałujemy, że byliśmy tam tak krótko i utęsknieniem czekamy na powrót!

 

Podobne

  • Byliśmy w Tajlandii 2 miesiące temu, ale o tej wyspie nie słyszalam! To może być fajna opcja dla ludzi podróżujących tylko do Bangkoku i na północ kraju, jeśli nie mają wiele czasu, a jednak chcą spędzić choć jeden dzień na plaży!
    Super pomysł na prezent urodzinowy. Ja na swoje urodziny dostałam przejażdżkę skuterem po wioskach w Laosie. Skuter sresztą to najlpeszy sposób w Azji na zboczenie trochę z utartych dróg i zobaczenia czegoś na własną rękę, prawda?

    Pozdrawiam,

    Magda

  • Fajnie, że polecacie, bo sporo widzieliśmy w Tajlandii a zastanawialiśmy się również nad Ko Chang, więc trzeba ją koniecznie odwiedzić następnym razem:)

  • No nieee, co za spędzanie urodzin <3 No i tak sobie myślę, że to idealne miejsca na przetrwanie jesiennej pluchy 😉

  • Byliśmy w Tajlandii 2 miesiące temu, ale o tej wyspie nie słyszalam! To może być fajna opcja dla ludzi podróżujących tylko do Bangkoku i na północ kraju, jeśli nie mają wiele czasu, a jednak chcą spędzić choć jeden dzień na plaży!
    Super pomysł na prezent urodzinowy. Ja na swoje urodziny dostałam przejażdżkę skuterem po wioskach w Laosie. Skuter sresztą to najlpeszy sposób w Azji na zboczenie trochę z utartych dróg i zobaczenia czegoś na własną rękę, prawda?

    Pozdrawiam,

    Magda

  • Świetny pomysł na prezent urodzinowy. Uwielbiam Tajladnię. Następnym razem zaplanuję wyjazd na tą wyspę skoro taka piękna 😉

  • Na tej akurat nie byłam. Ale w sumie nic dziwnego – w Tajlandii byłam 14 dni, a tyle miejsc do zobaczenia!

  • Anonimowy

    Kolejny post, który zachwyca i jest niezwykle pomocny! Dziękuję, za podpowiedź do dalszych podróży i życzę kolejnych, samych udanych wypraw! ;))