Rowerem przez Pomorze? Czemu nie!

Uwielbiam kiedy znajomi opowiadają mi o swoich podróżach i kiedy ich przygody inspirują mnie do kolejnych wypraw. Kiedy zauważyłam na Facebook’u relację z wyprawy rowerowej moich koleżanek, najpierw nieśmiało a potem coraz to bardziej zaczęłam się ich zmaganiom przyglądać. Wtedy właśnie wpadł mi do głowy pomysł zrobienia serii (małych) wywiadów z osobami, które odbyły niestandardowe podróże, odwiedziły nieoczywiste miejsca czy przeżyły niezwykłe przygody. 

Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy wywiad z Eweliną Bojkowicz i Klaudią Marciszewską, które w wakacje przejechały całe Pomorze rowerem! Połowę trasy przemierzyła z nimi również Karolina Podlasiak. Historia o tym jak realizować swoje marzenia, a także dlaczego warto i trzeba o nie walczyć!

Kto wpadł na pomysł wyjazdu?

Ewelina: Ciężko tak naprawdę stwierdzić w którym dokładnie życiowym momencie ten pomysł zagościł w naszych głowach. Plany i marzenia kształtowały się w nas od dłuższego czasu, by pod wpływem inspiracji poprzednimi podróżami czy wcześniej czytanymi książkami – urosnąć do rangi pewnego celu, do którego obie zaczęłyśmy dążyć. Jednak co ciekawie – mimo wieloletniej znajomości nigdy ten temat nie został choćby przez przypadek poruszony w żadnej dyskusji. Zupełnie nie zdawałyśmy sobie sprawy z drzemiących w nas podróżniczych pobudek. Widocznie wydawało się nam, że plan jest zbyt szalony i wyimaginowany, by mógł ujrzeć światło dzienne, oraz że nikogo z naszego otoczenia nie będzie interesował ten sposób podróżowania i spędzania wolnego czasu. Gdy jednak pewnego dnia przypadkowo wszedł na tor naszych dyskusji – wystarczyło kilka minut by z zakorzenionych głęboko marzeń zamienić się cel. W jednym momencie nikt ani nic nie było w stanie już ugasić pragnienia jego realizacji. 
Klaudia: Przejechanie (a właściwie przepedałowanie!) Pomorza było moim największym marzeniem od trzech/czterech lat. Od zawsze rower był dla mnie czymś więcej niż tylko dwoma kółkami którymi można przejechać okolice. Z drugiej strony kocham polskie morze nad życie, nie ma drugiego miejsca które działa na mnie tak kojąco. Połączenie tych dwóch rzeczy było najlepszym pomysłem na jaki mogłabym kiedykolwiek wpaść. Tą mini wyprawę rowerową planowałam już na tamten rok, niestety brak kompana pokrzyżował mi plany. Tak jak pisała wyżej Ewelina przez przypadek zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać na ten temat i od słowa do słowa okazało się że to nie tylko moje marzenie. Doszłyśmy do wniosku że nie ma na co czekać. Tym sposobem wiosną moje marzenie zaczęło nabierać bardziej realnego formatu.

Powiedzcie coś więcej o trasie, którą obrałyście.

Zależało nam, by przemierzyć Pomorze w całości, od wschodu do zachodu, bez pominięcia żadnego obszaru. Za początek wyprawy posłużyło nam pierwsze miasto pomorza zachodniego, jakim jest Świnoujście. Za cel ustaliłyśmy Elbląg, włączając w trasę oczywiście półwysep helski i Krynice Morską. Miałyśmy rozpisany umowny plan, by wiedzieć na jakich obszarach możemy pozwolić sobie na dłuższe pauzy, leniwe plażowanie czy zwiedzanie. Całość trasy wyniosła 800 km. Na podróż przeznaczyłyśmy łącznie 14 dni, by móc dodatkowo w połowie podróży zrealizować plan małego 4-dniowego odpoczynku i regeneracji na Helu.

Czemu rowerem?

Klaudia: Bo to najwspanialsza forma podróżowania jaka może być! Jesteś tylko Ty, Twoja siła, motywacja i natura. Jazda na rowerze doskonale oczyszcza umysł i pozwala się oderwać od całego świata. Dodatkowo dbamy o kondycję naszego ciała. Podróżując samochodem bądź innymi środkami komunikacji nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tych wszystkich miejsc które miałyśmy okazję zobaczyć. No i jest jeszcze jeden plus… Nigdy nie stałyśmy w korkach 😉
Ewelina: Największą frajdę sprawiało mi od zawsze podróżowanie, które łączyło się z przygodą i aktywnością fizyczną. Wycieczki zorganizowane i leżenie plackiem na plaży to zupełnie nie moja bajka, także wszelkie wyprawy zbliżające do natury, pozwalające na samodzielne odkrywanie ciekawych miejsc bezkonkurencyjnie wysuwały się w moim życiu na prowadzenie. Jak łatwo się domyśleć – ani samochód ani pociąg nie mają zbyt dużo wspólnego z przygodą, także osoby lubiące sport, kontakt z naturą, wolność, beztroskę i spontaniczność – nie mają wątpliwości, że rower wpasowuje się doskonale w ten dziki, nieprzewidywalny klimat!

Jakie były najciekawsze przystanki po drodze?

Ewelina: Te najdziksze, niedostępne dla pieszych turystów rejony. Na mnie największe wrażenie zrobił pas klifów, nieopodal Rowów. To było naprawdę fenomenalne miejsce! Żadne zdjęcia nie oddadzą jego charakteru i magii. Trudne do pokonania strome tereny, które sprawiały, że czułyśmy się jak na górskim surwiwalu, przecudne dzikie widoki, biały piasek i najjaśniejszy odcień morza bałtyckiego jaki kiedykolwiek miałam okazję zobaczyć.
Klaudia: Tutaj w 100% muszę zgodzić się z Eweliną! Pas klifów robił niesamowite wrażenie. Oprócz pięknych widoków i dzikich terenów szczególnie ciekawe i chyba najprzyjemniejsze były nasze drugie śniadania – zawsze w przepięknym otoczeniu – na plaży, klifie, opuszczonym pomoście, w środku lasu na jakimś kamieniu.. Celebrowałyśmy je jak tylko mogłyśmy, chwila odpoczynku i czasu na uspokojenie dzięki czemu do dzisiaj wspominam te przystanki jako najprzyjemniejsze. Jednym z ‘’najciekawszych’’ przystanków były Ogrody Hortulusa wymyślone przez Ewelinę – nadłożyłyśmy 40 km drogi tylko po to żeby zobaczyć labirynt który nie oszukujmy się nie zrobił na nas dużego wrażenia. Jeśli się tam wybieracie – zastanówcie się dwa razy 😉
Ewelina: Haha to prawda! Dałam się ponieść magii internetowej reklamy, przyznaję się!:) Następnym razem dziewczyny 3 razy sprawdzały miejsca do których zamierzałam je zaprowadzić! Generalnie jeśli chodzi o atrakcje na pomorzu to bardzo szybko okazało się, że praktycznie wszystkie z nich powtarzały się w każdym mieście! Jedynie przyroda i rodzaje terenów były niepowtarzalne, dlatego szybko zrozumiałyśmy, ze to na nich przede wszystkim będziemy koncentrować naszą uwagę.

Co było dla Was największym zaskoczeniem?

Ewelina: Fakt, że pokonywanie 100km dziennie nie było dla nas żadnym problemem, mimo że przed wyprawą takie długości w ogóle nie były brane pod uwagę, a także życzliwość i wspaniałe nastawienie ludzi których spotykaliśmy na swojej drodze. W codziennych sytuacjach, w większych miastach, w których żyjemy na co dzień – brakuje między ludźmi takiej zwykłej, bezinteresownej interakcji, uśmiechu, pozytywnego nastawienia. Wyprawa przypomniała nam jak ważna jest pogoda ducha i jak dużą moc ma szczery uśmiech, który nie wymaga przecież żadnego wysiłku.
Klaudia: Od samego początku czułam, że damy radę. Założyłam sobie że chociażbym miała dojechać sama: nie poddam się! Osobiście zaskoczyła mnie ilość ludzi praktykująca taką formę spędzania wolnego czasu jak my. Rowerzystów wokół było mnóstwo, a każdy napotkany na naszej drodze szeroko się uśmiechał i machał do nas z daleka. Takie małe gesty bardzo dodawały otuchy na cięższych odcinkach lub o późnych godzinach, gdy do celu było jeszcze daleko. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że wciąż wiele do życzenia pozostawia kultura pieszych. Notoryczne wchodzenie na ścieżki rowerowe i awanturowanie się o to czy rowerzysta ma tu prawo jechać jest dość nieprzyjemne.

Jak się przygotować do takiego wyjazdu?

Ewelina: Ekwipunek, ekwipunek i jeszcze raz ekwipunek. Bez dobrze zaplanowanego przygotowania nasza wyprawa nie miała by tak na prawdę racji bytu i szans na powodzenie. W końcu na bagażnikach roweru wiozłyśmy wszystko, co pomagało nam przetrwać w najrozmaitszych warunkach. Czułyśmy się czasem jak ślimaki, wloknące za sobą swoje domy! Było to dość zabawne przeżycie móc w każdym momencie dnia mieć możliwość przebrania ubrań, zatrzymania się w celu wzięcia prysznica, zjedzenia obiadu na plaży czy rozstawienia namiotu. Każdy metr kwadratowy naszej trasy był naszym potencjalnym domem i miejscem, gdzie mogłyśmy spędzić czas i robić co nam się żywnie podobało. Swoją drogą miałyśmy ogromne szczęścia, gdyż ani razu nie potrzebowałyśmy męskiej pomocy w kwestii łatania dziur, zmieniania dętek ani innych mechanicznych usterek. Jakim cudem? Do dzisiaj nie wiemy. To był naprawdę ogromny fart.
Klaudia: Wsiadając na rower – jadę ile sił w nogach.  Wstyd się przyznać, ale moje przygotowanie przed wyjazdem polegało na zrobieniu 30 km po okolicy aby sprawdzić ogólny stan roweru – co trzeba wymienić, naprawić itd.. Na szczęście staram się ćwiczyć regularnie minimum 4 razy w tygodniu dlatego o kondycje się nie martwiłam. Zaraz po kondycji najważniejsze jest wyposażenie. Warto zrobić sobie dużo wcześniej listę rzeczy niezbędnych i sukcesywnie ją uzupełniać tak, aby nie okazało się że nie mamy przy sobie np. taśmy izolacyjnej (która uratowała nam życie, pierwszej nocy złamał nam się pałąk od namiotu). 

Czy jest coś co byście zmieniły w Waszej trasie czy planie wyjazdu?

Ewelina: Może to zabrzmieć dość bajkowo, ale naprawdę nie było ani jednego rozwoju sytuacji z powodu którego odczuwałybyśmy jakikolwiek żal. Plan był zaskakująco dobry, wszystkie spontanicznie decyzje kończyły się zawsze szczęśliwie. Nawet pomylony szlak nie był dla nas powodem złości, prowadził nas przecież przez inne, czasem ciekawsze i bardziej malownicze tereny. Ta mającą każdego dnia miejsce przypadkowość sprawiała nam ogromną frajdę, poczucie wolności, beztroski i niekończącej się przygody.

Jaką radę byście udzieliły osobom, które chcą się wybrać w taką podróż?

Klaudia: Najcenniejsza rada, którą poznałyśmy bazując na swoich błędach – NIE BIERZCIE ZA DUŻO UBRAŃ. Jedne normalne jeansy i dwie zwykłe bluzki naprawdę wystarczą, reszta rzeczy to sportowe i ciepłe ubrania na noc. Wzięłam naprawdę niedużo ubrań a i tak w połowie z nich nie chodziłam. W każdym większym mieście jest pralnia z suszarnią więc można wyprać rzeczy od ręki. Dzięki temu nie obciążamy się dodatkowym bagażem, a uwierzcie mi że każdy kilogram potrafi zrobić różnicę. Poza dobrym wyposażeniem należy pamiętać o zdrowym i regularnym odżywianiu. Nasz organizm podczas takiego wysiłku potrzebuje więcej energii (co za tym idzie kalorii). Dobre odżywianie zrobi za Was 70% roboty, jednym słowem im bardziej pełnowartościowe posiłki tym łatwiej będzie Ci dalej jechać. Poza tym… zabierzcie ze sobą w podróż osoby bliskie Waszemu sercu. W końcu nic tak nie łączy ludzi jak wspólne przygody.
Ewelina: Liczą się przede wszystkim dobre chęci, pozytywne nastawienie i wiara w sens i powodzenie podróży. Nie trzeba być sportowcem, najważniejszą kwestią jest dobrze przygotowany ekwipunek oraz zadbanie o kondycje minimum 2-3 tygodnie przed wyprawą. Tak na prawdę ciekawość każdego kolejnego kilometra sama automatycznie pchała nas do przodu i napędzała nasze nogi do dalszego pedałowania.

Jakie macie dalsze plany?

Klaudia: W mojej głowie siedzi już pare(naście) pomysłów na dalsze podróże rowerem. Mam nadzieję że uda mi się do nich przekonać Ewelinę. W przyszłym roku będą to jeszcze trasy niezbyt wymagające np. wschodni szlak rowerowy Green Velo. Planujemy również pojechać gdzieś za granicę, wciąż myślimy nad konkretnym kierunkiem. Na rok 2017 mam już trochę ambitniejsze plany o których niestety na ten moment nie mogę wspomnieć, ale obiecuje że będzie ciekawie i opowiemy o nich w momencie powodzenia misji! 😉

Najlepsza/najgorsza/najzabawniejsza/najśmieszniejsza rzecz jaka się wydarzyła podczas wyjazdu

Nigdy do końca nie wiedziałyśmy w jakich warunkach i po jakiej nawierzchni przyjdzie nam jechać, dlatego nie byłyśmy w stanie dokładnie określić czasu danej trasy. Często zdarzało się, że musiałyśmy przemierzać ścieżkę w nocy, i nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że te nocne podróże najczęściej prowadziły przez ciemne, nieoświetlone lasy czy co gorsza – parki narodowe. Przygód było naprawdę sporo, większość z nich nie należała do najbezpieczniejszych jak m.in. spotkanie pierwszego stopnia z dzikami, utknięcie na bagnach Słowińskiego Parku Narodowego, spanie u zupełnie obcych ludzi na podwórku bez możliwości skorzystania z toalety czy mały napad na nasz namiot człowieka, który twierdził, że ktoś chce go zamordować, a my powinnyśmy mu pomóc… ale jak widzicie – kolejny raz miałyśmy więcej szczęścia niż rozumu:) dlatego dziś, z bagażem tych wszystkich doświadczeń życzymy Wam wielu inspiracji i podobnego farta w realizacji Waszych podróżniczych marzeń!:) Pamiętajcie – ogranicza Was tylko wasza własna wyobraźnia, dlatego nie bójcie się zarażać i inspirować innych do podobnych działań!
(Chciałybyśmy dodatkowo mocno uściskać i pozdrowić Karolinę Podlasiak, która przebyła z nami ponad połowę trasy. Niestety z powodów uczelnianych egzaminów zmuszona była do wcześniejszego powrotu do domu. Była naprawdę dzielna!:) Nie możemy doczekać się kolejnych wspólnych wypraw!
 
Prawa autorskie do zdjęć należą oczywiście do bohaterek wpisu: Klaudii, Eweliny i Karoliny.

 

Podobne