Leniwe popołudnia w Paryżu + podsumowanie tygodnia!

Ostatnie dni mojego pobytu w Paryżu z Olą były nastawione raczej na relaks. W środę rano Ola postanowiła sama wybrać się do Musee d’Orsay i to właśnie ją poprosiłam o „krótką” relację z jej wizyty.  Znajdziecie ją pod tym linkiem

W środę około południa spotkałyśmy się z Olą tradycyjnie przy placu Opery i poszłyśmy do upatrzonej wcześniej knajpki Frenchie to Go. Obie wybrałyśmy kanapki z pastrami, które spakowały prawie tak samo jak te, które miałam przyjemność jeść w Nowym Jorku. Z czystym sumieniem polecamy!
 
Stamtąd przeszłyśmy się wzdłuż Rue 4 September aż do Opery, następnie Boulevard des Capucines do Kościoła de la Madeleine. Kościół jest położony na placu o tej samej nazwie skąd w linii prostej możemy dojść do Placu Vendome. Był budowany bardzo długo, bo aż 85lat! Wszystko przez przekształcenia polityczne trwające w tym okresie we Francji. CIekawostką jest, że w 1849 w kościele św. Magdaleny odbyła się msza żałobna po śmierci Fryderyka Chopina, który jest pochowany na cmentarzu Pere Lachais, a w 1856r. Adama Mickiewicza, którego ciało do połowy XIX w. również znajdowało się w Paryżu jednak zostało przeniesione na Wawel.
 
Kolejny przystanek to Ladurée, czyli luksusowa cukiernia i piekarnia, która ma kilka lokalizacji w Paryżu. Nigdy nie wybierajcie tej położonej na Polach Elizejskich (no chyba, że lubicie stać godzinę kolejce!). Sklep Ladurée położony na rogu Rue Royal i Rue Saint Honoré jest zdecydowanie mniej zatłoczony. Po przerwie na makaroniki czas na spacer po Rue Saint Honoré, czyli jednej z najdroższych ulic Paryża. Znajdziecie tam wszystkie luksusowe marki świata więc jesli tak jak my, lubicie „window shopping” koniecznie przejdźcie się na spacer po tej słynnej ulicy.
Swoją drogą połowa lipca to czas idealny na odwiedzenie Francji ze względu na wyprzedaże. Jeśli planujecie wyjazd do Paryża połączony z zakupami wybierzcie właśnie ten okres.

CZWARTEK

Przedostatni dzień pobytu Oli ze mną w Paryżu, który rozpoczyna się od spaceru po przepięknych Ogrodach Lukseburskich! Na terenie parku znajdziemy również Pałac Luksemburski, który pochodzi z XVII wieku a współcześnie pełni rolę siedziby Senatu. Tego dnia wybieramy się również na zakupy, lunch we wcześniej upatrzonej Pizzeri oraz popołudniu do Ralph’s, czyli restauracji zaprojektowanej przez Ralpha Laurena. W tym czasie w Paryżu jest ponad 30 stopni w cieniu więc jedyne co próbujemy to lemoniada i cappucino. Plus za atmosferę i klimat. Obsługa umiarkowana.

 

 

PIĄTEK

Piątek to nasz ostatni wspólny dzień. Rozpoczynamy go lunch’em w przecudnej knajpce Au Petit Swiss tuż obok ogrodów Lukseburskich. Wybieramy oczywiście naszą ulubioną Croque Madam. Jednak w tej knajpce możecie spróbować różnych wersji tych słynnych zapiekanek np. prowansalską. Ostatni dzień to także dobry moment na zakupy. Wybieramy się do dzielnicy Le Marais aby zakupić ostatnie pamiątki a także zajrzeć do kilku poleconych nam sklepów w których możemy zakupić składniki na makaroniki! Kupiłam La pâte de pistache, czyli pastę z pistacji dzięki której będziemy mogły odtworzyć nasz francuski przepis! Mając bardzo dużo czasu spacerujemy od Centrum Pompidou ulicą Étienne Marcel w stronę Place des Victoires. 
 Wracając do Centrum Pompidou! To jeden z najbardziej awangardowych budynków w Paryżu. W środku znajdziecie potężne zbiory sztuki nowoczesnej, a także od czasu do czasu ciekawe wystawy czasowe. Ja dwa lata temu miałam przyjemność zobaczyć genialną wystawę Roy’a Lichtenchsteina. 
 
 

Czas na podsumowanie!

Dzisiaj zapraszam Was różnież na podsumowanie wyjazdu przez Olę Wojtasik z którą spędziłam wspaniały tydzień w Paryżu.

Paryż to miasto do którego wyjazd zawsze chciałam zapisać w moim kalendarzu. Do miasta świateł chciałam wybrać się nie ze względu na chęć wykonania selfie pod wieżą Eifflel’a czy zobaczenia Luwru, ale aby poczuć klimat Francji. Wiele osób mówiło mi, że Paryż mnie zachwyci, ale podobnie duża ilość znajomych odradzała wycieczkę tam, mówiąc, że zawiodę się. Pod Notre Dame spotkam ogromne szczury, a z wyjazdu wrócę bez telefonu i dokumentów, które padną łupem rumuńskich (lub innej narodowości) dzieci. Dotychczas moim ulubionym i bezkonkurencyjnym miastem europejskim był Mediolan. W te wakacje postanowiłam, że czas na zdradę i chciałam porównać włoską stolicę pizzy i mody do francuskiej, tej ze ślimakami i… także modą.

Z kim do Paryża? Oczywiście z Anią Bloch! Nie tylko ze względu na to, że przyjaźnimy się i fajnie jest jechać na wakacje z kimś, z kim dobrze spędza nam się czas, ale dlatego, że Ania w Paryżu była już 4 razy i zna go jak własną torebkę (nie kieszeń, bo damy noszą ważne rzeczy w torebce). Pomijam bilety, lotnisko i autobusy, bo o tym pisała Wam wcześniej sama Ania. Mieszkałyśmy w 5 dzielnicy, nieopodal Panteonu. Nie mówiło mi to nic, ale dzięki wujkowi Google i cioci Wikipedii, szybko dowiedziałam się, że jest to dzielnica bardzo ciekawa i tam możemy poczuć ducha Paryża.

Opis poszczególnych dni i naszych rozrywek znajdziecie w postach Ani, ja mogę jedynie powiedzieć, że podczas całego pobytu w stolicy Francji, nie zmieniłabym niczego. Miałam bowiem czas na samotne piesze wycieczki, kiedy Ania była na zajęciach. Zajęłam się wtedy zwiedzaniem znalezionych w przewodniku „Paryskie smaki” cukierni i piekarni, ale także muzeów (tu moja opinia o Musee D’Orsay) i innych niezwykle ciekawych miejsc jak Galeria Lafayette, czy księgarnie. Postanowiłam, że nie jest moim celem w 6 dni zwiedzenie całego Paryża, Luwr, czy Centrum Pompidou widziałam jedynie z zewnątrz. Dlaczego? Ponieważ zamierzam jeszcze do Paryża wrócić! 

Kiedy odbierałam Anię z zajęć wczesnym popołudniem, miałyśmy zwykle zaplanowaną resztę dnia. Obowiązkowo oczywiście obiad we wcześniej znalezionej na Pinterest knajpce, czy pizzeri. Następnie całkowicie oddawałam się w ręce (a raczej nogi) Ani. Zaprowadziła mnie w wiele ciekawych miejsc, które znała z wcześniejszych pobytów, a także a może przede wszystkim, dzięki temu, że tak doskonale zna miasto, podróżowałyśmy szybko i bezpiecznie w miejsca warte zobaczenia. Ponieważ nie sposób opowiedzieć Wam o wszystkich moich wrażeniach, postanowiłam zrobić krótką listę, która w idealny sposób pokazuje, co polecam Wam zobaczyć, zjeść i zrobić kiedy pierwszy raz będziecie w Paryżu. 

 

Moje top 10 (kolejność NIE przypadkowa):
Croque Madamme (idealny ser, chleb i szynka, kwintesencja Paryża, kanapka dostępna w prawie każdym mniejszym paryskim bistro)
makaroniki od Laduree (najlepszy smak? Herbata Marii Antoniny!) oraz pain au raisin (francuskie ciastko z rodzynkami? tylko w Paryżu!)
Tiffany na Champs Elisees (gdy chcecie przymierzyć platynowy pierścionek z brylantem za 18 tys. euro, tylko tam!)
Dzielnica Łacińska (bezpieczna i niezwykle klimatyczna, życie nocne odbywające się w licznych knajpkach dodaje jej uroku)
lekcja pieczenia w szkole La Cuisine Paris (super fajna zabawa, można poznać tam ludzi z wielu stron świata i nauczyć się piec francuskie pyszności)
kawiarnia Ralph’s (kiedy projektant pięknych koszul postanawia otworzyć kawiarnię, musi być perfekcyjnie!)
Musee D’Orsay (gdy chcemy spotkać się ze sztuką i aby nie wyszło na to, że pojechaliśmy jedynie jeść)
Sekwana (nie tak klimatycznie jak nad Wisłą, ale widoki przedstawiają się pięknie)
Ogrody Luksemburskie (pięknie utrzymane, idealne na spacer, znajdują się w nich nawet korty tenisowe!) 
lodziarnia Amorino (oto jedno z miejsc które łączy Paryż z Mediolanem, pierwszy raz jadłam bowiem lody Amorino we Włoszech. doskonałe w każdym calu!)


Podsumowując. Po powrocie z Paryża pierwsza myśl jaką miałam, to „kiedy uda mi się tam wrócić? może w październiku wybiorę się na weekend?”. Tak więc w niepamięć puszczam wszystkie opowieści o szczurach i kradnących dzieciach. Oczywiście uważać trzeba, jak wszędzie. Zachwyt? To złe słowo jakim można określić to miasto. Myślę, że w moim przypadku to miłość…

Aleksandra Amelia Wojtasik
 
Dziewczyńska część wyjazdu niestety dobiega w tym miejscu końca! W nasz ostatni wspólny dzień przyjechali do Paryża moi rodzice także kolejne atrakcje – zupełnie inne niż przez ostatni tydzień przed nami! 
 

Podobne