Pamiątki , czyli co warto przywieźć z podróży według blogerów podróżniczych


Wspomnienia i piękne zdjęcia to nie jedyne „rzeczy”, które przywozimy z naszych podróży. Czasami wyjazd daje nam możliwość kupienia unikatowych pamiątek, których nie dostaniemy nigdzie indziej. Sama się często na tym łapię, że jadąc do Francji mam w głowie tylko kosmetyki, a jadąc do Stanów zastanawiam się jakie słodycze tym razem warto przywieźć. Zapytałam również znajomych blogerów podróżniczych co z podróży najbardziej lubią przywozić.

Zacznijmy od Wioli, prowadzącej bloga starczewska.com, która z podróży przywozi … ubrania! (tak jak ja!). Sama przyznaje, że potrafi spędzić cały dzień, oglądając wystawy i obserwując ludzi, a także zaglądać zarówno do second handów jak i designerskich sklepów (tak jak ja!). Ze wszystkich zdobyczy wyróżnia sukienkę kupioną ponad rok temu w Buenos Aires (poniżej), którą do dziś nosi w… Aveiro w Portugalii! 

Danuta, z bloga boliviainmyeyes.com, na co dzień odkrywa życie w Boliwii. Radzi, aby na zachodzie kraju, w rejonie Altiplano, zaopatrzyć się w kolorowe tkaniny. Ceny wahają się od 30 bs, za obrus wyprodukowany maszynowo do 500 bs (50euro) za ręcznie tkaną dużą narzutę na łóżko, którą bardzo trudno zabrać ze sobą do domu ponieważ jest bardzo ciężka. Opcja dla bardziej ekonomicznych to zakup swetrów z alpaki (które nigdy nie są 100%!), warto zainwestować w torby z tradycyjnych materiałów – ceny od 30bs.

A jezeli kogos zaciagnie na Wschod, do przepieknej krainy La Gran Chiqutania, na pewno zapragnie miec jedna z tradycyjnych masek uzywanych przez tancerzy ‚Abuelo’. Maski, roznej wielkosci i ksztaltu, przedstawiaja konkwiskadorow (stad te czerwone nosy i polioiczki). Wyrabiane sa z bardzo lekkiego i miekkiego drewna, nie obciaza wiec naszego bagazu. Ceny od 140 bs.Maska ‚Abuelo’, Santiago de Chiquitos, Boliwia. 

Patrycja, prowadząca bloga seetouchbite.wordpress.com, przywiozła kiedyś z Libanu meteoryt, ponieważ znalazł go na wycieczce w górach kolekcjoner meteorytów! Zdjęcia brak, jestem jednak pewna, że pamiątka świetna i unikatowa.
Ewa i Kornel, z bloga na-miejsce-skarpetek.blogspot.com, podróżują często, a ich budżet jest dość ograniczony, więc skończyli z przywożeniem pamiątek dla siebie. Jak twierdzą „zostają zdjęcia i bilety za to … mamy całą listę zleceń!”. Skąd ja to znam? 🙂 Bratowa Ewy, ma firmę o zajmującą się organizowaniem imprez, dostaje więc książki kucharskie z przepisami z danego kraju lub regionu wraz z załącznikiem w postaci opisów co podróżnicy w tym regionie jedli, co warto zjeść, a co niekoniecznie. Co jeszcze przywożą? Magnesy, kubki, a także obrazy – to dla rodziców, którzy dekorują nimi swój dom i tak mają w swojej kolekcji już obrazy na papirusie, papierze ryżowym, na skórze z lamy itd. Teściowa Ewy, która hobbystycznie dzierga i robi na drutach otrzymuje włóczki i różnego rodzaju wełny. Ewa i Kornel w podróży kupują też prezenty świąteczne, a także na zbliżające się okazje, dzięki temu upominki są zawsze niepowtarzalne! Sama wykorzystałam kiedyś ten patent i zrobiłam zakupy świąteczne w Londynie 🙂
Ewa z bloga Rusz w podróż: „Z podróży zazwyczaj przywożę magnesy, czasem przyprawy czy herbatę. Unikam jak ognia zbieraczy kurzu i rzeczy, które zajmują dużo miejsca w plecaku. W Japonii jednak nie mogłam się powstrzymać. Ostatniego dnia, dumna z faktu zmieszczenia wszystkiego w plecaku, wybrałam się na Tsukiji Market, największy targ rybny na świecie. A tam, poza rybami i sushi, roiło się od cudownej ceramiki. I tak nabyłam przepiękny zestaw do sushi nawet nie za połowę tego, co musiałabym zapłacić w Polsce. Zostało tylko bezpieczne przetransportowanie go do Polski, co nie udałoby się bez dodatkowej torby”


 

Łukasz, prowadzący bloga www.kartkazpodrozy.plKoń towarzyszy ludziom nieprzerwanie już od setek lat. Symbiotyczna prawie że więź człowieka z koniem wywarła brzemienny w skutkach wpływ na kulturę i sztukę tego pierwszego. Patrycja z bloga Kartka z Podróży jest też wierną miłośniczką tych jakże pięknych i poruszających się z gracją zwierząt nieparzystokopytnych. Dlatego nie trudno jest połączyć pasję do podróżowania z zamiłowaniem do koni. Podczas każdej podróży staramy się odwiedzać różne bazarki, pchle targi, stoiska ze starociami, żeby znaleźć charakterystyczną dla danego miejsca figurkę konika.
Pewnego razu po kilku godzinach szwendania się po Chatuchak, największym bazarku w Tajlandii udaje nam się wreszcie znaleźć tego jedynego i niepowtarzalnego konika. Wykonał go lokalny artysta z okolic Chiang Mai. Już o mały włos by z nami nie wrócił do Europy, ponieważ grzywa jest wykonana z metalowych prętów i prześwietlany na lotnisku bardziej wyglądał jak narzędzie zbrodni, aniżeli przyszła ozdoba naszego salonu.
Innym razem siedzimy w chińskiej restauracji i w oczekiwaniu na posiłek Patrycja wodzi wzrokiem po ścianach. Stały dumnie na gzymsie, ładnie oświetlone i wyniosłe – chińskie konie bojowe. Pięknie prężyły muskuły i dźwigały ciężkie siodła. Starowinka z restauracji płakała, kiedy go nam sprzedawała. Konie bojowe to symbol dobrobytu. Drogie, każdy kto je miał, pokazywał swoją majętność.
Konik z Dalarny to początkowo zabawka strugana z drewna sosnowego. W czasach intensywnej eksploatacji lasów w Szwecji, drwale zmuszeni byli do opuszczania swoich domów, aby maksymalnie wykorzystać drewniane zasoby. W wolnych chwilach strugali dla swoich dzieci zabawki. Najczęściej był to właśnie koń, wierny towarzysz i jednocześnie istotny środek transportu. Figurka konia z okolicy Mora jest zatem nie tylko zabawką, ale i hołdem dla tego dzielnego zwierzęcia. Trzeba było go ze Szwecji przywieźć do kolekcji Patrycji. Tym razem ja płakałem, kiedy opróżniałem portfel.
Uśpiony pegaz z Krakowa przypomina nam ojczyznę. Kiedyś otworzy oczy i rozpostrze skrzydła, i jak na nowo odrodzony kraj będzie dumnie górował na całą kolekcją. Zabrzmiał trochę, jak z poematów romantycznych wieszczów (-:,

 

Mariusz, z bloga oderwany.com: „Podróże zmieniają to fakt. Zauważyłem to u siebie. Jedną z tych zmian jest sztuka minimalizmu, zmniejszona chęć posiadania „coś” lub „przyda się”. Największy wpływ miały te dalekie i długie podróże, podczas których odwiedzam kilka państw. To powoduje, że w pierwszym kraju trudno mi było kupić pamiątkę, z którą miałem podróżować przez kolejne podróże. Znalazłem na to sposób. Nawet dwa. Po powrocie z dalekiej podróży lub bliskiej, jeśli miała dla mnie jakieś znaczenie lub wpłynęła na moje życie, wywołuję jedno zdjęcie i zawieszam na ścianie. Wybieram te, które uznaję za zdjęcie wyjazdu. Mam to już zakorzenione i nie przekładam tej czynności daleko w czasie. Ten drugi sposób narodził się w podróży. Kiedyś dostałem od spotkanej kobiety sznureczek, który zawiązała mi na ręce. Mam go do dzisiaj. Tak narodziła się moja tradycja. Zakładam na rękę sznurek, który związuję i noszę tak długo aż się nie zerwie. Bywa tak, że jedne kupuję a inne dostaję od kogoś w czasie mojej podróży. Uwielbiam te sznurki, bo dają szansę tak często przypominać o wspaniałych chwilach. Bywają też pretekstem do rozmów z innymi, którzy pytają się mnie co to za sznurki. Odpowiadam z uśmiechem bo jest znowu szansa oderwać się na chwilę od swojej codzienności.”


A co warto przywieźć z Nowej Zelandii? 
Eva, pisząca bloga Road to New Zealand: www.roadtonz.com: „Świetnym pomysłem na pamiątkę z Nowej Zelandii zarówno dla siebie jaki i dla naszych bliskich, będzie na pewno tutejsza biżuteria. Większość wzorów nawiązuje do mitologii maoryskiej i ma specjalne, symboliczne znaczenie. Niezależnie od zasobności portfela, zarówno Panie jak i Panowie, znajdą coś dla siebie w gamie produktów. Zaczynając od komercyjnych cudeniek za kilka dolarów, kończąc na droższych, ręcznie rzeźbionych dziełach sztuki, wykonanych z kości, muszli małży paua oraz jadeitu, nazywanego tutaj zielonym kamieniem. Takie prezenty przetrwają latami, staną się świetnym dodatkiem do ubioru i znakomicie zaprezentują się jako element dekoracyjny naszych wnętrz.”

A co ja przywożę z podróży? 
Z Francji prawie zawsze przywożę kosmetyki. Dzięki moim przyjaciółkom odkryłam, że francuskie apteki to największe źródło świetnych kremów i nie tylko. Znajdziemy tam perełki, które ciężko nam będzie dostać w zwykłych drogeriach nie mówiąc już o dostaniu ich w Polsce. W Paryżu zaglądam również do sklepu Kusmi. Wpadłam tam kiedyś całkowicie przypadkiem i od razu się zakochałam! Pani na wejściu poczęstowała mnie przepyszną herbatą cytrynowo-imbirową. Herbata Kusmi jest bardzo droga, a w Polsce jej ceny są iście zaporowe. W sklepie Kusmi w Paryżu często pojawiają się promocje i można herbatki dostać w bardzo dobrej cenie. 
Ze Stanów przywożę oczywiście słodycze! Podstawą podstaw są produkty marki Reesee’s: batoniki, czekoladki, płatki śniadaniowe. Absolutne mistrzostwo świata. Kiedyś kupiłam całą zgrzewkę czekoladek Reesee’s i obdarowałam swoich znajomych w Polsce. Byli zachwyceni!

Osobiście uwielbiam robić zakupy za granicą i przywozić część danego kraju ze sobą do domu. Tak jak Wiola kupuję ubrania, ponieważ jest duża szansa, że będę dzięki temu ubrana oryginalnie i niepowtarzalnie, tak jak Ewa i Kornel robię zakupy również dla znajomych i rodziny, jak druga Ewa przywożę magnesy, przyprawy i herbatę! Właśnie dlatego zawsze spakowanie się w drogę powrotną jest prawdziwym wyzwaniem!

Podobne

  • Anonimowy

    Cudowny post! :))) czekamy na więcej takich! :))

  • Ja przywożę magnesy, których mam już naprawdę sporo 😉

  • ja też! A zbieram krótko bo niecały rok 🙂 zaraz przestaną mi się mieścić 😀 haha

  • Ja wlasnie przywiozlam ze soba z kolejnej wycieczki pieknie rzezbione fugurki zwierzat, typowych dla okolicy ktora zwiedzalam. Zawsze staram sie kupic cos lokalnego, najlepiej, gdy nie ma na tym nazwy miejsca wypisanej markerem;)

  • Bardzo ładnie to wyszło. Jakże wiele różnych i czasem dziwnych rzeczy można przywieźć z dalszych i bliższych podróży (-:,