Czy warto jechać na studenckie wakacje? cz.1

Sesja coraz bliżej, a co za tym idzie… perspektywa wakacji oczywiście! Lato już w zasadzie za rogiem, a my, zamiast się uczyć planujemy wyjazdy, szukamy tanich biletów, kupujemy przewodniki. Na pewno za chwilę zawalą nas oferty wyjazdów „dla studentów”. Jednak czy warto korzystać z tych ofert?
W zeszłym roku mieliśmy wątpliwą przyjemność wybrać się na Korfu z biurem Student Travel. Problemy zaczęły się już pierwszego dnia, kiedy to dojechaliśmy do Triestu. Stamtąd  mieliśmy płynąć na wspaniałą wyspę Korfu. Czy wszystko poszło zgodnie z planem? Oczywiście nie. 
Dlaczego używam słowa „oczywiście”? To sarkazm, bo pewnie bym o tym nie pisała gdyby wszystko poszło tak, jak było opisane w ofercie… Pierwsza porażka jaką napotkaliśmy, to statek, okazał się bowiem zwyczajnym promem, a nie, jak obiecywano „imprezowym statkiem”. Spaliśmy na podłodze, tudzież na krzesłach przypominających samolotowe fotele, które zapomniały już czasy produkcji, a tęskniły raczej do wysypiska śmieci. 
Brak pryszniców, po wielkich awanturach z rezydentką – załatwiła nam jeden, na około pięćdziesiąt osób. Jedzenia brak, podobnie jak alkoholu były go bardzo małe ilości… A jak Ania głodna to Ania zła…  Podróż wydłużyła nam się do 36h! Imprezy i basenu, jak nie było tak nie ma – zamiast tego natomiast na naszym promie znalazło się lądowisko dla helikopterów – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał wylądować i posiedzieć na fotelach samolotowych i napić się wody z morza. Czytam właśnie zaproponowaną nam pierwotnie ofertę i podsumowując jej cz. 1: basen – brak, impreza – brak, Wi-Fi – brak, luggage room (żeby bezpiecznie przechowywać bagaże) – BRAK, nie mieliśmy nawet klucza do naszej klitki więc kiedy ściśnięci spaliśmy na naszych karimatach, każdy mógł nas odwiedzić i podczas snu okraść. 
Kiedy przypłynęliśmy na wyspę Korfu… przepraszam jednak nie na Korfu… Tylko do jakiegoś portu w Grecji (lądowej), musieliśmy w słońcu iść dwa kilometry do innego portu! Ahoj przygodo! Powoli łzy napływały nam do oczu, zmęczeni i spragnieni marzyliśmy o tym aby dotrzeć do naszego wymarzonego Kavos. Jeszcze chwila, a zobaczyłabym fatamorgana w postaci latających skrzydełek kurczaka.
Na właściwym statku na Korfu jakby się wydawało „ostatniej prostej”) okazało się, że niestety tylko czternaście osób z całej wycieczki zostanie zakwaterowanych w docelowym miejscu. Nie wiem czy byłoby to w ogóle możliwe, bo były tam tylko trzy domki. Wśród tych szczęśliwców nasza czwórka.
Dostaliśmy śliczny domek dwupoziomowy z kuchnią i łazienką. Właścicielką pensjonatu była Dimitra, która świetnie mówiła w swoim ojczystym języku, którym był grecki i… tylko w nim. My natomiast mówimy świetnie po Polsku i Angielsku i jakoś się dogadaliśmy! Reszta wycieczki została zakwaterowana w domkach na odludziu (3 km od centrum miasteczka) bądź w koszmarnych, pokojach – resztę ich pobytu wyobraźcie sobie sami. Tragedia! 
Sam pobyt na statku i problemy z zakwaterowaniem powinny Was zniechęcić, ale dojazd, to początek dramatu, najlepsze jeszcze przed nami, ale to już w kolejnym odcinku!

Pytania mogłyby nie mieć końca, czekam na Wasze opinie!

Podobne

  • A ja zawsze zastanawiałem się gdzie jest haczyk w tych świetnych ofertach 😀

  • Anonimowy

    Świetny pomysł na post, brakuje takich ! Bardzo pomocny! Dziękuję 😉