Weekend w Berlinie – co, gdzie, jak?

Do wiosny coraz bliżej, a co za tym idzie długie weekendy i ciepłe dni podczas których ja nie myślę o niczym innym jak o jakimś szybkim wyjeździe (już wkrótce!). Przez najbliższe tygodnie znajdziecie na blogu wiele wpisów związanych z w miarę tanimi, weekendowymi wyjazdami. Głównie będą to wyjazdy, które odbyłam w ciągu ostatniego roku oraz te, które pojawią się w najbliższym czasie. 
No to ruszamy – tym razem czas na Berlin!

W Berlinie miałam przyjemność być na samym początku zeszłych wakacji wraz z dwiema Amerykankami Ally (poznałyśmy się kiedy mieszkałam w Stanach) i Lauren. Dziewczyny były w Londynie na stażu i miały dziesięć dni pomiędzy końcem kursu, a dalszą podróżą/powrotem do domu. Ally napisała zatem do mnie czy nie chciałabym podróżować z nimi przez te parę dni. Ustaliłyśmy plan: zaczynamy od Berlina!
Dziewczyny przyleciały samolotem, a ja pociągiem z Warszawy. Bilety na ekspres Warszawa-Berlin są dosyć drogie jednakże mamy możliwość zakupu biletów w promocyjnych cenach (jeśli zainteresujemy się odpowiednio wcześniej). Ja za swoje bilety zapłaciłam 247 złotych w obie strony i kupiłam je przez Internet pod koniec maja czyli na trochę ponad miesiąc przed planowaną podróżą. Warto wiedzieć, że przez Internet możemy kupić bilet w obie strony tylko jeżeli podróż zaczyna się w Warszawie. Kupując bilety z Berlina do Warszawy dla dziewczyn, musiałam wybrać się na dworzec i kupić je osobiście. Czas przejazdu do Berlina to pięć godzin i trzydzieści minut. Jest to stosunkowo szybki przejazd i przede wszystkim komfortowy. Jeśli nie uda nam się zdobyć biletów w dobrych cenach warto zajrzeć na stronę Polskiego Busa, gdzie ceny są zdecydowanie niższe, jednak znacznie wydłuża się czas przejazdu.
Wracając do relacji: na dworcu Hauptbahnhof wysiadłam kilka minut po 11 rano. Umówiłyśmy się z dziewczynami przy Starbucksie. Ich telefony nie działały w Europie bez Wi-fi – a więc dobrze, że wyznaczyłyśmy sobie konkretne miejsce spotkania dzięki czemu odnalazłyśmy się bez problemu. Dobrze, że chociaż siebie się udało znaleźć – bo kolejne godziny nie były już tak łaskawe. Po pierwsze, zgubiłyśmy się tuż po wyjściu z dworca (Uprzejma Pani wskazała nam złą drogę).
Dotarłyśmy do naszego hotelu wykończone – primo: przez wczesną porę podróży, secundo: zlatałyśmy się po mieście jak szalone. 
Zatrzymałyśmy się w bardzo miłym hotelu Apple City Hotel położonym przy samej stacji metra i dwie minuty od przystanku autobusowego w dzielnicy Mitte. Cena 174 euro ze śniadaniem na dwie noce dla trzech osób. Nie jest tanio, ale warunku na prawdę niezłe. Dodatkowy plus za bardzo dobre śniadanie!
Jeszcze tego samego dnia postanowiłyśmy wybrać się na spacer, znowu pobłądziłyśmy więc kiedy wróciłyśmy do hotelu ustaliłyśmy plan na następny dzień. W ten sposób znalazłyśmy Fat Tire Bike Tour Berlin czyli moim zdaniem najlepszy możliwy sposób zwiedzania Berlina. W sumie żaden inny nie wchodził w grę ze względu na kompletne nieogarnięcie związane z wyjazdem. 
Wycieczka rowerowa okazała się strzałem w dziesiątkę! Cała trasa zwiedzania trwała ok. sześciu godzin. Nasz przewodnik był Australijczykiem z pochodzenia, zwykle mieszka w Boliwii, do Belina przyjeżdża natomiast zarabiać na cały rok z góry w ciągu wakacji. Cena (26 euro) obejmowała również wypożyczenie roweru. Grupa była nieduża – o ile dobrze pamiętam ok. 10 osób. Pod koniec zatrzymaliśmy się w Tiergarden na przerwę, gdzie mogliśmy zjeść pyszne niemieckie wursty i napić się dobrego piwa. Początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona – zawsze wolę zwiedzanie na własną rękę – powolne włóczenie się po mieście, odkrywanie miejsc nieprzewodnikowych itd. Jednakże, zwiedzanie na rowerze jest chyba jeszcze fajniejszą formą niż chodzenie! 

Berlin mnie trochę zaskoczył swoją wielkością i gdybyśmy nie zdecydowały się na wycieczkę rowerową mogłoby nam się nie udać wszystkiego zobaczyć. W sumie spędziłyśmy w Berlinie tylko jeden pełny dzień. Nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, mam inne ulubione Europejskie stolice. Mam jednak nadzieję, że będę miała okazję jeszcze tam wrócić i odkryć to miasto na nowo, może wtedy dołączy do grona moich ulubionych miast świata, kto wie! 

Podobne