Włoskie pyszności czyli to co chciałbyś zjeść ale jeszcze o tym nie wiesz!

Czas na najbardziej smakowity post w (dość krótkiej) historii bloga. Wyjazd do Włoch bezapelacyjnie kojarzy nam się z pochłanieniem ogromnych ilości pysznego jedzenia. Wyrafinowane połączenia smaków, świeże składniki, a do tego wszystkiego wino. Będąc we Włoszech oczywiście nie odmawiam sobie klasyków znanych na całym świecie (pizza, czy spaghetti) ale zawsze staram się też spróbować czegoś nowego. Idealną okazją był zatem wyjazd w okolice południowego Tyrolu. 

W Południowym Tyrolu ze względu na przeszłość historyczną mieszkają różne narodowości: tyrolska, włoska i landyńska. Kuchnia jest bardzo zróżnicowana i nie tak do końca czystowłoska. Podczas mojego tygodniowego pobytu miałam okazję spróbować potraw oczywistych:


Pizza – na cienkim cieście.. choć samo cienkiejest niewystarczające lepsze byłoby ultra cienkie wręcz przelewające się przez palce, niewielka ilość sera, domowy sos pomidorowy i świeże dodatki mistrzostwo! 
Lasagne – ale nie taka zwykła jaką my znamy (albo ja przynajmniej!) – ta, którą jadłam była absolutnie fantazyjnie podana – w głębokim talerzu – bo poza nim za nic na świecie nie utrzymałaby się w jednym kawałku. Farszu miała mnóstwo, makaronu prawie wcale i ten sos beszamelowy – molto bene! 
a teraz coś o daniach nieoczywistych:
Gnochinito danie praypomina nasze polskie kopytka, zielone – bo ze szpinakiem w środku, w sosie serowym lub grzybowym z boczkiem lub grzybami – Bellisima!
Tirolen Speckknödeln – Knedelki robione z bułek i mięsa. Występują w kilku wersjach: serowej lub szpinakowej
 
Tiroler Speckknödelnsuppe– to taki trochę nasz polski rosół, choć inny, bo podawany z trzema knedlami. Super rozgrzewa!
 
Kaisershmarn – znajdziecie go też na spokojnie w Austrii – czyli omlet oprószony cukrem pudrem podawany z żurawiną lub musem jabłkowym. Bajka! Robiłam w domu i polecam!
Uova allocchio di bue con speck e parare saltate – nie wiem czy bardziej to śniadanie (?) czy obiad – jajka sadzone, pieczone ziemniaki z boczkiem. Świetne – podtrzymuje przy życiu w czasie długich godzin jazdy na nartach.
 
i nareszcie słodkości:
Buchteln con creme di vanigla – absolutne mistrzostwo świata! Mam już przepis i robię po powrocie – jeśli ktoś chętny na degustację proszę pisać! Ciasto ma w środku dżem morelowy i jest polane sosem waniliowym. Wszystko na ciepło.

 


Tiramisu – klasyka stylu włoskich deserów. Jest bardzo jajeczny, ma idealnie nasączone biszkopty, a na koniec posypany wyborną czekoladą. Próbuję, próbuję i chodź tiramisu robię (podobno!) bardzo dobre to jeszcze trochę mi brakuje.
 
a na popicie same pyszności. Trzymamy się oczywiście zasady, że nie pijemy w trakcie jazdy – dopiero po można!
BOMBARDINO – likier jajeczny na ciepło podawany z bitą śmietą. Proste do przyrządzenia w domu ale osobiście sprawdziłam, że nigdzie nie smakuje tak jak w mroźny dzień na stoku.
Całe szczęście, że na nartach spalamy dużo kalorii bo taki wyjazd tygodniowy obfity w powyższe jedzenie mógłby się skończyć koniecznością wymiany garderoby na dwa numery większą. Jednakże nie wszystko stracone! Możemy się cieszyć pysznym jedzeniem i nie martwić się o rozmiar, a najlepszym przykładem jest blog mojej koleżanki ZuziFast Food for Fit – niedługo na jej blogu będziecie mogli znaleźć przepisy inspirowane włoskimi pysznościami! Ja nie mogę się doczekać, żeby odtworzyć to wszystko w domu 🙂

 

Smacznego moi drodzy!

Podobne