Moje USA!


Stany Zjednoczone to kraj w którym mieszkałam, który zwiedzałam i do którego często wracam. Wywarł na mnie ogromne wrażenie i zmienił moje nastawienie do świata oraz podejście do życia. To również kraj sprzeczności, mieszanki różnych kultur, wspaniałych ludzi i najlepszych płatków śniadaniowych na świecie – Reesees! Nie wystarczy pojechać do Nowego Jorku czy Chicago, żeby powiedzieć, że się wie jak w Stanach jest. Trzeba zobaczyć wiele różnych stanów, żeby przekonać się, że każdy jest naprawdę inny! Czasami wystarczy, że przekroczysz granicę międzystanową i już jesteś w innym świecie.


    Pierwszy raz wyjechałam na przełomie września i października 2007r. z rodzicami do Chicago. Spędziliśmy tam prawie trzy tygodnie. Poza wietrznym miastem pojechaliśmy jeszcze do Winsconsin, nad jezioro Michigan, zwiedziliśmy Niagarę, uczestniczyliśmy w koncercie Genesis, zobaczyliśmy broadwayowskie przedstawienie Jersey Boysi byliśmy w najfajniejszym parku rozrywki Six Flags. Nie powiedziałam najważniejszego! Odbywaliśmy wycieczkę w okresie kiedy dolar stał w okolicach dwóch złotych! A w pewnym momencie, o ile dobrze pamiętam zszedł nawet poniżej! To był świetny czas na robienie zakupów – przywiozłam chyba z dziesięć płyt z muzyką, których w Polsce nigdy bym nie kupiła, trzy pary butów i mnóstwo ciuchów z Gapa, którego u nas wtedy jeszcze nie było. To był szał! I piękne czasy kiedy można było mieć w LOT-cie dwie walizki po dwadzieścia-pięć kilogramów każda!. Jak wielkie było moje rozczarowanie, kiedy kilka lat później można było zabrać już tylko jedną walizkę do 23kg.! Ten wyjazd był dla mnie bardzo istotny – najdalsza dotychczasowa podróż w życiu, najdłuższy lot samolotem. Po powrocie zaczęłam marzyć o natychmiastowym powrocie do tego wyjątkowego kraju. Długo nie musiałam czekać.
Od razu po powrocie zaczęliśmy myśleć o ponownym wyjeździe. Zapadła decyzja o kolejnym wyjeździe do Chicago. Jednak Windy City miało być tylko przystankiem na trasie. Kolejny przełom w moim życiu, kolejny bogaty w doświadczenia i przeżycia wyjazd. Dużo latania, przesiadek, przygód. Kiedy wracaliśmy byliśmy pełni wrażeń i dalszych marzeń.
Nie byłam w Stanach później przez kolejne cztery lata. Tęskniłam. Marzyłam bardzo długo o Nowym Jorku. Ukochana Ciocia przysyłała co jakiś czas ulubione płatki i batoniki – Reesees. W między czasie było mnóstwo innych wyjazdów. Jednak najlepsze rzeczy przychodzą chyba do nas kiedy się tego najmniej spodziewamy. Jest koniec lutego 2011r. tata woła mnie do siebie i pyta czy nie chciałabym wyjechać na rok do liceum do Stanów Zjednoczonych. Myślałam o tym długo, bałam się, zastanawiałam, byłam na teście językowym. Ta decyzja chyba tak naprawdę „sama się podjęła. A może została podjęta już dawno temu, kiedy pierwszy raz odwiedziłam ten kraj? Najbardziej przerażające było to, że nie wiedziałam gdzie mam jechać. Program szkół publicznych nie daje możliwości wyboru miejsca. To Ty zostajesz wybrany. Trzy tygodnie przed wyjazdem przyszedł mail – jadę do Minnesoty. Na Wikipedii wyczytałam, że najniższa zanotowana temperatura wynosiła -51°C !! Gdzie ja jadę. Aaaa! To jeszcze nic, miałam mieszkać na granicy z Kanadą w malutkiej miejscowości Baudette. Tak w zasadzie to na końcu świata 🙂

Wyjazd przeżyłam – było wspaniale! Wiem, że ludzie się dziwią czemu wyjechałam przed klasą maturalną. Odpowiem tutaj, może ktoś z nich to przeczyta i zrozumie mój punkt widzenia. To była jedyna taka szansa. Wyjątkowa, unikatowa, specjalnie dla mnie. Ostatnia chwila, żeby uczyć się w amerykańskim liceum! Nie w collegu, nie na Uniwersytecie a w liceum. Co straciłam? Rok. Chociaż określenie stracić” jest tutaj kompletnie nieadekwatne. Powinnam mówić, że ZYSKAŁAM rok! Rok dzięki, któremu podróżowałam, nauczyłam się języka, poznałam fajnych ludzi i zobaczyłam jak ta Ameryka naprawdę wygląda. Znam wiele osób, które też „tracą” rok czy dwa bo np. zmieniają studia, próbują się dostać na wymarzony kierunek, chcą pracować. I to jest super! Podążajcie za marzeniami. Nie trzymajcie się na siłę tego co jest i jest pewne. Życie zaczyna się poza Twoją strefą komfortu! Zresztą, czymże jest rok w stosunku do całego życia? 

Dzięki temu wyjazdowi zrodziło się wiele wspaniałych wyjazdów z moimi rodzicami m.in. zachodnie i wschodnie wybrzeże. W zeszłym roku dotarłam do mojego wymarzonego Nowego Jorku i już nie mogę doczekać się kiedy wrócę. Następnym razem koniecznie zabieram mojego Alberta! 


Podobne